czwartek, 13 czerwca 2013

Wola Dąbrowiecka

Z Wolsztyna i dalej Karpicka do Nowych Tłok – polną - przy rozjeździe na ulicy Podgórnej. Ładne domy, duże, większe, nowsze, bardziej pod lasem, całkiem pod lasem. Z Nowych Tłok nadal prosto – okropnie kamienista droga, drobnotłuczniowa, na pewno nie na rower, ale. W Głodnie w lewo, asfaltem do końca wioski. Tam krzyż i rozwidlenie. Stawiam koliflałera przy znaku jakimś drogowo - trójkątnym, opiekuję się fotograficznie krzyżem. Z najbliższej posesji wychodzi Opiekunka Różowa. 
- dawno ten krzyż stoi? - zagaduję najbardziej dobrotliwym głosem, wyczuwając jakoś podświadomie Jej irytację, zdenerwowanie, może nerwowość...co chwilę spogląda na aparat przewieszony przez moją szyję,
- ten, niedawno...(wciąż patrzy się na mnie jak na ófo)
-  niedawno, czyli dwadzieścia, trzydzieści lat...?
-  nie Panie, z pięć lat będzie jak stoi. Ale mają go odnowić bo popękany. W Augustowie to jest krzyż! Bo ja z Augustowa, urodziłam się tam...rozwinęła zachęcająco
- aha, aha powtórzyłem, tylko, że do Augustowa daleko
- co też Pan, jakie daleko. To na Rakoniewice i w bok o... - pokazała ręka w kierunku Głodna, już bardziej przyjazna, ciepła wręcz
- aaa...odparłem zdziwiony. O tym Augustowie Pani mówi
- no tym, o tym a o jakim? Jak się urodziłam, to on już tam stał. 50 lat było teraz
- no tak potwierdziłem - chociaż tyle lat jeszcze nie żyję na tym padole, na równinie miłości i pagórkach nienawiści. A ta droga dokąd prowadzi  - wskazałem na utwardzoną polówkę, prostą jak w mordę strzelił, biegnąca od krzyża Jezusa przy którym sobie opowiadaliśmy
- ta do Woli Dąbrowieckiej. A tam też jest ładny krzyż, oj ładny Panie
- a ile będzie stąd do Woli - zapytałem z zainteresowaniem?
- ze dwa kilometry - odpowiedziała
- no to jadę. Do widzenia
- do widzenia, do widzenia chłopoku - powiedziała Opiekunka
Rozpędziłem się na ubitym piasku do szybkiego tchu. Z metra na metr było ciężej, bo piasek miękł i miękł. Z oddali zobaczyłem zabudowania. Jest dobrze pomyślałem. Na poboczu biegało kilka psów. Cztery nogi i ogon znaczy się. Suka dla mnie to też pies. Zaczął taki czarny z metra cięty. Do końca nie odpuścił. 
Koniec trwał 120 metrów - małowiela. Za nim i za mną nie wiedzieć skąd, doskakiwały inne. Może ze sześć. Nie mniej.
Dojechałem do końca wsi. Na prawym poboczu stał krzyż. Zatrzymałem się przy nim. Do domu miałem jeszcze z 8 kilometrów.
 Dodatek szprychowy: Trasa Author 5

4 pisz śmiało:

Stanisław pisze...

Jak oglądam Twoje sprawozdania z tras rowerowych, to sam mam ochotę
tam pojechać ( trochę daleko).A tak
w ogóle to czuję klimat Easy Ridera!

Marcin Łysiak pisze...

Fajna Trasa.
Pozdrawiam

chalupczok pisze...

Każda jest dobra byleby prowadziła do celu. Pozdrawiam.

chalupczok pisze...

Staszek! Trochę daleko jak z tym Augustowem hehe. Easy Rider to jest to.