Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Tomiński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Tomiński. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 lutego 2016

Kadry Mistrza Jana

"...Widzi pan te wzgórza. Mieszkaliśmy tam w czasie wojny. I jednego dnia gruchnęła wieść, że tu się wsie palą. Złapała mnie matka za rękę, dzieckiem byłem, i pobiegliśmy na najwyższe wzgórze. Winnica się nazywało. Stał już tam tłum ludzi. Niewiele widziałem, prócz morza dymów nad lasami. Starsi jednak wszystko widzieli. Płonące domy, stodoły, chlewy, oszalałe zwierzęta, ludzi jak do nich strzelają...".

Zdjęcie niczym z okładki płyty Sigur Ros...kadr zatrzymany na kilka lat przed 1939 rokiem w okolicy cegielni w Strzyżewie, przez mojego dziadka Jana Tomińskiego. Niesamowite ujęcie, bowiem dziewczyna po prawej to moja mama obok swojej siostry. Niesamowite ujęcie tym bardziej, że od tamtej pory do dziś, mają się całkiem nieźle. 

Tekst zacytowany: Wiesław Myśliwski. 

czwartek, 27 sierpnia 2015

Szkoła w Strzyżewie

Jest i była. A w tej która "była" uczył i kierował Jan Tomiński...
Numer budynku 119 pozostaje niezmienny od 90 lat
i drzwi zapewne niezmienne
 Co za emocje...

Dopisek popostowy:
Pozwalam sobie wkleić komentarz Staszka, bo komentarze mają to do siebie, że czasami znikają a ten jest niezmernie istotny...

"Szkoła w Strzyżewie to miejsce magiczne. Aby się przekonać trzeba ją odwiedzić. Na zdjęciu czarno- białym oprócz naszych mam - moja to "krakowianka", a autora bloga - "blondaska" i dziadków, jest również rodzina Królów z Poznania. Wśród nich jest Sławek, absolwent liceum Karola Marcinkowskego, zamordowany przez hitlerowców w 1942 w więzieniu w Poznaniu przy ul. Młynskiej".

Czekam na ciąg dalszy...może ktoś coś....

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Dębia góra

"Na łąkach strzyżewskich tuż przy Obrze, zwane Pławiem wznosi się wśród bagien owalny wzgórek, zwany Dębią Górą, od dębów, które do niedawna tam rosły. Obecnie ich tam już nie ma. Nowo postawiony krzyż na polach strzyżewskich, a poświęcony w dniu 16.X.1938 r., jest zrobiony z jednego z tych dębów.
Podanie głosi, że ten wzgórek przypłynął na to miejsce podczas potopu. Wzgórek ten jest mieszkaniem krasnoludków, które ukazują się w porze południowej z czerwonymi czapkami na głowie. Wiosną rośnie tam niezliczona moc pierwiosnków"...pisał w 1939 roku Jan Tomiński kierownik szkoły w Strzyżewie - w broszurze "Z Ziemi Zbąskiej. Podania i opowiadania.
Me rowerowe przybycie do tej wsi, oddalonej od Wolsztyna o 30 kilometrów, położonej na północny-wschód, zapowiadałem już jakiś czas temu a planowałem jeszcze dłużej. W końcu udało się...pewnie nie ostatni raz, nie ostatni...

wtorek, 4 sierpnia 2015

Widmo karczmarza

" W sąsiedztwie Czeskich Starych stała niegdyś karczma. Gospodarz jej odsiadywał karę w więzieniu w Zbąszyniu za jakieś przestępstwo. Pewnego wieczoru odbywała się w tej karczmie wesoła zabawa. Jeden z uczestników zabawy wyszedł o północy na próg karczmy. W podwórzu zobaczył idącego do niego karczmarza w wielkim płaszczu, który zwykle nosił. "Wracasz już" mówił do niego stojący na progu. W tej chwili postać karczmarza się rozwiała. Na drugi dzień nadeszła wiadomość, że karczmarz tej nocy zmarł w więzieniu".
To kolejne podane zebrane przez Jana Tomińskiego a wydane w 1939 roku w zbiorze legend i opowiadań "Z Ziemi Zbąskiej".
Ciekawe, gdzie też "Karczmarz" odsiadywał w pobliskim Zbąszyniu zasłużoną karę...?
Do Mariankowa i Borui
Do Czeskich...
Krzyż stoi przed wsią Mariankowo, przy drodze asfaltowej prowadzącej z Belęcina, krzyżującej się z leśnymi duktami.  Zanim do niego dotarłem, żurawie kryjące się na skraju leśnej kępy, bardzo witały mnie swoim klangorem. W tej ciszy która była tłem dla ich nawoływania musiałem przystanąć na dłużej.

wtorek, 28 lipca 2015

Diabeł towarzyszem

"Mieszkaniec Czeskich wracał w ciemną noc ze Zbąszynia do domu. W drodze napotkał człowieka, z którym nawiązał rozmowę. W ciemności jednak nie mógł rozpoznać, kto to był. Gdy uszli kawał drogi, nieznajomy uwiesił mu się na plecy i był tak ciężki, że niosący nieznajomego wytężał wszystkie siły, by go unieść. Z wielkim trudem doszedł do figury Matki Boskiej, stojącej przy drodze. Tu przeżegnał się. W tej chwili ciemna postać z jego grzbietu opadła do stóp. Gdy się nachylił, by ją podnieść, spostrzegł na ziemi snopek grochowin." - tak pisał Jan Tomiński w wydanej nakładem drukarni Ludwika Wróbla w Wolsztynie w 1939 roku, broszurze: "Z Ziemi Zbąskiej: podania i opowiadania. 
Być może to podanie mówiło o miejscu które poniżej udało mi się odnaleźć...
Całkowicie trudne do opisania przeżycie, gdy jadąc rowerowo przez nieznane sobie lasy, ni stąd ni zowąd napotyka się krzyż. Być może dla miejscowych, nielicznych już, miejsce to całkiem niezwykłym nie jest, ale dla mnie tak. 
Trudno je opisać ale spróbuję...zatem, będąc w Stefanowicach, wielkopolskiej wsi, a mając przed sobą na wprost drogę do Chrośnicy, po prawej drogę do Nowego Jastrzębska oznakowaną tablicą kierunkową a po lewej stronie krzyż jezusowy, należy udać się właśnie w lewo i dalej niespełna kilometr głównym duktem leśnym, gdzie rozstaj dróg. Tam trzeba koniecznie w lewo i ponownie kilometr do kolejnego rozstaju. Nie sposób krzyża nie zobaczyć. Stoi nieopodal opustoszałej posesji o nr 9, dalej w lewo jest 11 raczej zamieszkała...
Ależ tam jest leśny koniec świata przeuroczy...

środa, 22 lipca 2015

Podanie o wsi Czeskie

"Podanie głosi, że za udział Husytów czeskich w bitwie pod Grunwaldem, Władysław Jagiełło zezwolił osiedlić się Czechom w miejscu, gdzie dziś wieś Czeskie. Wtenczas cała okolica była zalesiona. Karczowali lasy i zamieniali ziemię na uprawną. Wodzem przybyszów był niejakiś Żyżka. Służył im radą i pomocą. Człowiek ten u ludności Czeskich wyrósł na bohatera. Żyżka staczał krwawą walkę religijną z przeciwnikiem. Otoczony przez wroga rzucił się do ucieczki. Drogę zagrodziły mu bagna. Tu rażony strzałą padł martwy na ziemię. Śmierć wodza zachęciła jego małą gromadkę do nowej walki i odpędziła przeciwnika. 
Żyżce sprawiono królewski pogrzeb. Zwłoki złożono w trzy trumny: w złotą, żelazną i drewnianą. Obdarzono go skarbami ze złota i srebra. Pochowano go pomiędzy dwoma dębami. Niewolnicy musieli go nieść do grobu, co było ich ostatnią czynnością, gdyż wszyscy zostali straceni, aby nikt się nie dowiedział, gdzie jest pochowany wódz z królewskimi darami.
Po wielu latach obalono jeden z potężnych dębów. Gdy podkopywany chylił się ku ziemi, wyrywając z niej długie korzenie, robotnicy słyszeli wyraźny brzęk, jak by coś upadło w głąb ziemi. Byli przekonani, że Żyżki grób z trzema trumnami i skarbami, zapadł się głębiej.
Kopanie ze skarbami było bezskuteczne" - tak pisał Jan Tomiński - mój dziadek, w opublikowanej  nakładem drukarni Ludwika Wróbla w Wolsztynie w 1939 roku, broszurze: "Z Ziemi Zbąskiej: podania i opowiadania, na stronie 23 i 24...
 Gdy dzisiejszym rankiem stopami i oponami mojego koliflałera w absolutnej ciszy, dotykałem "ziemi czeskiej", położonej od Wolsztyna o 24 kilometry na północny-zachód i myśląc o tym podaniu, które zacytowałem wyżej, było mi bardzo polsko-dumnie...
Piękne lasy, piękne okolice...trzeba koniecznie tam wrócić...może jutro??? 

wtorek, 26 maja 2015

Matura w Wolsztynie w 1924 roku

91 lat temu...
Stojący jako szósty z prawej mój dziadek Jan Tomiński.
Może ktoś rozpozna swoich przodków???

sobota, 2 maja 2015

Przedwojenna majówka (raz jeszcze)

Tutaj niewątpliwie majowa fotografia, na której widoczny (jako trzecia osoba od prawej) jest mój dziadek. Miejsce w którym zdjęcie wykonano mieści się w formule tego bloga i znajduje się zapewne gdzieś pomiędzy Wolsztynem, Siedlcem, Strzyżewem a Nowym Dworem.

środa, 7 stycznia 2015

Zima w Strzyżewie

Strzyżewo szkoła. Zdjęcia z kolekcji rodzinnej, myślę, że z ok. 1936-1937.
Pośrodku moja babcia Helena Reymann ze swoimi córkami: Janisławą i Marią.
Moja mama ze swoją siostrą...
...i dwoma bałwanami.
Pani w przepięknym szalu póki co jest mi nieznana.
Mój dziadek ze swoimi córkami i Muchą.

sobota, 8 listopada 2014

Pętla zbąszyńska (część szósta - ostatnia)

O tym, że trudno jest się czasami niektórym zatrzymać, i, że nie chodzi o zatrzymanie pojazdu kierowanego, na przykład samochodu, roweru lub innego odrzutowca, nie, wcale nie o to, ale o zatrzymanie samego siebie w pędzie za i w pędzie by mieć jeszcze więcej, zapominając o rzeczywistości przy tym a często i gęsto o innych, a zdarza się, co jest niewybaczalne, że o najbliższych, i gna się w nicość myśląc, że sen się wyprzedzi, a to jest niemożliwe, wyprzedzenie snu, dlatego napisać o tym, że trudno jest czasami i niektórym zatrzymać się i przy okazji tego pisania napomknąć o sposobie na tą chorobę okropną, raczysko-znieczulisko, sposobie polegającym na nie-gna-niu przed siebie w chciczym pędzie, puknięciu się w główkę paluszkiem i spojrzeniu za siebie, za siebie głęboko hen, by dostrzec skąd się przyszło.
z Chrośnicy do Zbąszynia
wieże kościoła NMP Wniebowziętej w Zbąszyniu
spojrzenie za siebie...do Chrośnicy
Zbąszyń, ulica Poznańska, do Nowego Dworu
Krzyż w Nowym Dworze
Droga do Łomnicy
Nic nie zapowiadało, że 2 listopada bieżącego roku, zajadę sobie rowerowo do Nowego Dworu koło Zbąszynia. Zupełnie nic...Nowego Dworu, w którym w latach 1924-1926 mój dziadek, Jan Tomiński praktykował posadę nauczyciela...
Na zdjęciach poniżej, Jan Tomiński: na pierwszy i drugim, jako pierwszy z lewej siedzący, na trzecim - po prawej, w jasnym palcie.