sobota, 1 sierpnia 2015

Przez Belęcin

O wsi Belęcin, położonej 12 kilometrów  na północny-zachód od Wolsztyna, nie będę się rozwodził. Zrobiła to nader rzetelnie Drewno w kontekście swojego posta o tytule: Pałac w Belęcinie, który pojawił się kilka dni temu na Jej a moim zaprzyjaźnionym blogu. 
Jedna przestroga tylko. Kadr szósty ukazuje drogę brukowaną do wsi Karna. Jechałem tą drogą w odwrotnym kierunku jakieś dziesięć lat temu. Było dobrze po pierwszej w nocy. Nigdy już tamtędy nie pojadę i każdemu odradzam...

piątek, 31 lipca 2015

Dzikus, Miluś i Oczko (część druga)

Zapachy z miski, potrafiły zwabić w końcu zgodnie całą trójkę. Myślę, że to nie koniec tej kociej opowieści...ja tymczasem, udaję się w marketowe poszukiwania wykwintnej wyżerki dla tych kociambrów...
 

czwartek, 30 lipca 2015

Wolsztyn maluje: Słoneczny Strażnik Lodu

Kolejne dzieło Janka - łącznie z nazwą postaci, której pochodzenie, nie wytłumaczył mi do teraz.

środa, 29 lipca 2015

Wierzba przy promenadzie

Nad Jeziorem Wolsztyńskim, tuż przy ujściu do tego stawowego akwenu - śmierdzącego rowka - rosła sobie wierzba...
 

wtorek, 28 lipca 2015

Diabeł towarzyszem

"Mieszkaniec Czeskich wracał w ciemną noc ze Zbąszynia do domu. W drodze napotkał człowieka, z którym nawiązał rozmowę. W ciemności jednak nie mógł rozpoznać, kto to był. Gdy uszli kawał drogi, nieznajomy uwiesił mu się na plecy i był tak ciężki, że niosący nieznajomego wytężał wszystkie siły, by go unieść. Z wielkim trudem doszedł do figury Matki Boskiej, stojącej przy drodze. Tu przeżegnał się. W tej chwili ciemna postać z jego grzbietu opadła do stóp. Gdy się nachylił, by ją podnieść, spostrzegł na ziemi snopek grochowin." - tak pisał Jan Tomiński w wydanej nakładem drukarni Ludwika Wróbla w Wolsztynie w 1939 roku, broszurze: "Z Ziemi Zbąskiej: podania i opowiadania. 
Być może to podanie mówiło o miejscu które poniżej udało mi się odnaleźć...
Całkowicie trudne do opisania przeżycie, gdy jadąc rowerowo przez nieznane sobie lasy, ni stąd ni zowąd napotyka się krzyż. Być może dla miejscowych, nielicznych już, miejsce to całkiem niezwykłym nie jest, ale dla mnie tak. 
Trudno je opisać ale spróbuję...zatem, będąc w Stefanowicach, wielkopolskiej wsi, a mając przed sobą na wprost drogę do Chrośnicy, po prawej drogę do Nowego Jastrzębska oznakowaną tablicą kierunkową a po lewej stronie krzyż jezusowy, należy udać się właśnie w lewo i dalej niespełna kilometr głównym duktem leśnym, gdzie rozstaj dróg. Tam trzeba koniecznie w lewo i ponownie kilometr do kolejnego rozstaju. Nie sposób krzyża nie zobaczyć. Stoi nieopodal opustoszałej posesji o nr 9, dalej w lewo jest 11 raczej zamieszkała...
Ależ tam jest leśny koniec świata przeuroczy...

poniedziałek, 27 lipca 2015

Dawno tu było po wojnie

Pomiędzy Borują a Stefanowicami, tuż za przepływającym przez drogę Rowem Wargańskim, po lewej stronie znajdują się zabudowania opuszczonej posesji, która raczej do Stefanowic należała, ale to tylko przypuszczenie. Przejeżdżając tamtędy koliflałerowo zaintrygował mnie widoczny z daleka klekot, stojący na szczycie budynku. Początkowo myślałem, że stoi w gnieździe, jednak okazało się, że wyczekiwał na swojego kompana buszującego na przyległej łące; towarzyszyły mi zresztą w dalszej jeździe...
W pobliżu widać było jakieś ślady niedawnej jazdy traktorowej, ale stan pustostanu i licznie rosnącej niezłej jakości pokrzywowatych upewnił mnie, że "dawno tu było po wojnie"...
glubka

niedziela, 26 lipca 2015

Księgowidło

o odpowiednim podrzucaniu wiewiórce orzeszka, księgowidła inaczej, czyli książki przeznaczonej tylko dla bohaterów, i nieustannej zachęcie, do przeczytania sobie jakiegoś jej fajnego fragmentu, dla swojego lepszego samopoczucia...
Nowy Młyn i Dojca
Nad jeziorem Brajec
W pobliżu Borui...