wtorek, 2 września 2014

Św. Teresa z Łęki Wielkiej

Wieś Łęka Wielka (78 km na południowy-wschód od Wolsztyna), stanęła mi niedawno na drodze. Położona jest w gminie Poniec, powiecie gostyńskim, województwie wielkopolskim. Na skrzyżowaniu dróg prowadzących do wsi Łęki Małej, Bączylasu, Rokosowa czy Żytowiecka na cokole, przy słupie energetycznym, dwóch klonach i towarzystwie studzienki telekomunikacyjnej, stoi figura Św. Teresy, wydaje się, że tej z Avili, patronki chorych i pisarzy.  
Święta Tereso! Pokornie jako chory niepisarz proszę, by deszcze ustąpiły, bo inaczej zaleje wszystko i wszystkich, ja wyzdrowieję, a tego chyba nie chcesz.
W lewo do Łęki Małej w prawo do wsi w kierunku zachodnim.
Rowering. Droga do Łęki Małej.
Do wsi w kierunku wschodnim.
Rowering. Droga do wsi w kierunku północnym

poniedziałek, 1 września 2014

Cmentarz w Krobi

W Krobi - miasteczku w powiecie gostyńskim, województwie wielkopolskim, przy ulicy Poznańskiej 42, a raczej na rozdrożu ulic: Poznańskiej a Domachowskiej, położony jest cmentarz. Nic nie byłoby w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że moje a w zasadzie nasze a tak po prawdzie przede wszystkim Fiolki nogi, stanęły po raz pierwszy na tej nekropolii, 29 sierpnia br., około godziny 16:00. Przyjazd w to miejsce, oddalone od Wolsztyna o 90 kilometrów, nie był rzecz jasna przypadkowy, ale też nie był w swojej przypadkowości tak oczywisty, jak oczywiste jest, że cmentarz zazwyczaj "odwiedza" się z racji pochówku bliskich czy znajomych. Nie! Nie było to takie oczywiste pod żadnym pozorem. Trzeba było jednak przyjechać i sprawdzić, sprawdzić, by nie pluć sobie przez dalsze życie w brodę.
Przed wejściem Fiolka kupiła znicz. Pomyślałem, że to takie wywołanie z zaświatów, że skoro ze zniczem tam wejdziemy, za tą bramę, to grób Anastazji - babci Fiolki, będzie właśnie na tym cmentarzu, w tym miejscu a nie innym, nieznanym, nie-do-znalezienia. Była taka możliwość przecież...była...
Grób znaleźliśmy...stał trochę samotnie pomiędzy szpalerami tych postawionych "z urzędu"...
Znaleźliśmy grób ale to tylko i wyłącznie dzięki Pani Iwonie Szczęsnej z Domu Pomocy Społecznej w Rogowie, która podtrzymała w istotnym momencie tlącą się iskierkę nadziei. W jego znalezieniu. Szczerze i z całego serca za to dziękujemy! 
A fakt, że grób został znaleziony, ba! grób w którym spoczywa Anastazja ze swoim mężem Janem - nabrał podwójnego wymiaru...
Niezapisana kartka w życiorysie, nabrała barw a wspomniana "oczywistość" stała się realna.
Janek przy grobie pradziadków. Jego imię nie jest przypadkowe.
Anastazja i Jan Chudzikowie z Fiolką oraz...Ryśką, która we wózku. Żabin, koło Szlichtyngowej, okolice maja 1973 roku.

niedziela, 31 sierpnia 2014

Festiwal Artystycznych Poszukiwań - Bez Jacka

Grupa Bez Jacka, zagrała na Festiwalu Artystycznych Poszukiwań "Przystań" w dniu 29 sierpnia 2014 roku, nad Jeziorem Górznickim w składzie: Zbyszek Stefański, Jarosław Horacy Chrząstek, Wojtek Sokołowski i Mariusz Wilke.
Niektórzy mawiają, że w życiu należy spróbować wszystkiego. Od siebie dodam, że "próbowanie" zacząłbym od Grupy Bez Jacka i w zasadzie na tym menu mógłbym poprzestać. 
Dzięki za...
Cztery kadry z rozgrzewki a potem koncerto...
Publika, z minuty na minutę rosła i rosła i rosła, nie tylko w skrzydła...
"ja tego Pana znam", powiedział Janek...nie chciał pozować do zdjęcia, bo "przecież każdy się wstydzi...".
- Wojtek Sokołowski: "...a gdzie mam się wpisać...o Edek, fajnie..."
 Do zobaczenia...na polanie.

sobota, 30 sierpnia 2014

Festiwal Artystycznych Poszukiwań - przyjazd

Do Górzna wjechałem zdaje się dokładnie o 17:00. Na końcu wsi, gdzie po lewej stronie tartak, na wprost, w poprzek drogi gruntowej wisiał transparent "Festiwal Artystycznych Poszukiwań - Przystań". Dalej droga opadała ostro w dół, do tego stopnia, że poszedłem sprawdzić czy moim mustangiem dam radę. Dwieście metrów dalej, znajome nadrzewne znaki a po prawej, nie, nie spodziewałem się tego. Krzyżowato i oryginalnie Jezusowo. Sto metrów za krzyżem, po lewej "boisko", jak nazwał polanę, kilka godzin później Zbyszek Stefański z Grupy Bez Jacka a za nim tafla Jeziora Górznickiego.
Na północnej ścianie "boiska" - polanki, które jak zasłyszałem "wczoraj musieli pokosić", wigwam i scena prawie dla krasnoludków, przed którą drewniane ławki. Po przeciwnej stronie wydzielone pole namiotowe a na wprost jeziora - parking. Stoisko ze smażalnią sznycli, wszechobecny rowering, dwa tojtoje, toaletos zamykana na klucz, wypożyczalnia sprzętu wodnego i budka z. Dobrociami. Pomimo dobiegającej z głośników muzyki, wyczuwalna cisza i spokój. Miejsce bardzo urokliwe, prawdę mówiąc nie spodziewałem się tego.
Polanka godzinę później, kiedy to miało nastąpić otwarcie tegorocznej Przystani, świeciła pustkami, latały wiadra z wodą i lodem, latała piłka rzucana między Jankiem, mną a Fiolką, kawa którą zabraliśmy z Wolsztyna smakowała nadzwyczaj z oczywistymi drożdżówami wielkości ufo.
Samo jezioro, nie zachęcało do kąpieli, przybrzeżny kożuch zieleniny i słodkawy, lekko mdlący zapach trochę nie pasował do całości. Ale.
Robiło się nerwowo. Zapowiadane deszcze i burze jak nie nadchodziły, tak nie nadchodziły (miało się to niebawem zmienić). Nie nadchodziły też gwiazdy wieczoru a raczej nie nadjeżdżały. Nie dziwię się. Mnie trudno było trafić z kierunku Krobi, gdzie szukaliśmy Anastazji (ale o o tym innym razem) - a gwiazdy miały przyjechać z północy. Ładnych set kilometrów...
W końcu o 19:30 nadjechali...
Potem było już tylko lepiej...