Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowe Czeskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowe Czeskie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 lipca 2015

Diabeł towarzyszem

"Mieszkaniec Czeskich wracał w ciemną noc ze Zbąszynia do domu. W drodze napotkał człowieka, z którym nawiązał rozmowę. W ciemności jednak nie mógł rozpoznać, kto to był. Gdy uszli kawał drogi, nieznajomy uwiesił mu się na plecy i był tak ciężki, że niosący nieznajomego wytężał wszystkie siły, by go unieść. Z wielkim trudem doszedł do figury Matki Boskiej, stojącej przy drodze. Tu przeżegnał się. W tej chwili ciemna postać z jego grzbietu opadła do stóp. Gdy się nachylił, by ją podnieść, spostrzegł na ziemi snopek grochowin." - tak pisał Jan Tomiński w wydanej nakładem drukarni Ludwika Wróbla w Wolsztynie w 1939 roku, broszurze: "Z Ziemi Zbąskiej: podania i opowiadania. 
Być może to podanie mówiło o miejscu które poniżej udało mi się odnaleźć...
Całkowicie trudne do opisania przeżycie, gdy jadąc rowerowo przez nieznane sobie lasy, ni stąd ni zowąd napotyka się krzyż. Być może dla miejscowych, nielicznych już, miejsce to całkiem niezwykłym nie jest, ale dla mnie tak. 
Trudno je opisać ale spróbuję...zatem, będąc w Stefanowicach, wielkopolskiej wsi, a mając przed sobą na wprost drogę do Chrośnicy, po prawej drogę do Nowego Jastrzębska oznakowaną tablicą kierunkową a po lewej stronie krzyż jezusowy, należy udać się właśnie w lewo i dalej niespełna kilometr głównym duktem leśnym, gdzie rozstaj dróg. Tam trzeba koniecznie w lewo i ponownie kilometr do kolejnego rozstaju. Nie sposób krzyża nie zobaczyć. Stoi nieopodal opustoszałej posesji o nr 9, dalej w lewo jest 11 raczej zamieszkała...
Ależ tam jest leśny koniec świata przeuroczy...

środa, 22 lipca 2015

Podanie o wsi Czeskie

"Podanie głosi, że za udział Husytów czeskich w bitwie pod Grunwaldem, Władysław Jagiełło zezwolił osiedlić się Czechom w miejscu, gdzie dziś wieś Czeskie. Wtenczas cała okolica była zalesiona. Karczowali lasy i zamieniali ziemię na uprawną. Wodzem przybyszów był niejakiś Żyżka. Służył im radą i pomocą. Człowiek ten u ludności Czeskich wyrósł na bohatera. Żyżka staczał krwawą walkę religijną z przeciwnikiem. Otoczony przez wroga rzucił się do ucieczki. Drogę zagrodziły mu bagna. Tu rażony strzałą padł martwy na ziemię. Śmierć wodza zachęciła jego małą gromadkę do nowej walki i odpędziła przeciwnika. 
Żyżce sprawiono królewski pogrzeb. Zwłoki złożono w trzy trumny: w złotą, żelazną i drewnianą. Obdarzono go skarbami ze złota i srebra. Pochowano go pomiędzy dwoma dębami. Niewolnicy musieli go nieść do grobu, co było ich ostatnią czynnością, gdyż wszyscy zostali straceni, aby nikt się nie dowiedział, gdzie jest pochowany wódz z królewskimi darami.
Po wielu latach obalono jeden z potężnych dębów. Gdy podkopywany chylił się ku ziemi, wyrywając z niej długie korzenie, robotnicy słyszeli wyraźny brzęk, jak by coś upadło w głąb ziemi. Byli przekonani, że Żyżki grób z trzema trumnami i skarbami, zapadł się głębiej.
Kopanie ze skarbami było bezskuteczne" - tak pisał Jan Tomiński - mój dziadek, w opublikowanej  nakładem drukarni Ludwika Wróbla w Wolsztynie w 1939 roku, broszurze: "Z Ziemi Zbąskiej: podania i opowiadania, na stronie 23 i 24...
 Gdy dzisiejszym rankiem stopami i oponami mojego koliflałera w absolutnej ciszy, dotykałem "ziemi czeskiej", położonej od Wolsztyna o 24 kilometry na północny-zachód i myśląc o tym podaniu, które zacytowałem wyżej, było mi bardzo polsko-dumnie...
Piękne lasy, piękne okolice...trzeba koniecznie tam wrócić...może jutro???