niedziela, 15 grudnia 2013

Grudniowe koliflałerowanie

Nie spodziewałbym się, że w grudniu po południu można wsiąść na rower i przekręcić kilkadziesiąt kilometrów. Nie spodziewałbym się. Miniona sobota i kładąca się powoli do snu niedzierla, minęły pod znakiem dwóch kółek, ciepłej czapki, okularów - od wiatru uchowaj me oczy, rękawiczek plusowych, na które wyświetlacz smarfonowy jest czuły (dzięki Pać), dwóch par spodni (pampersiaki a jakże i dresowe) i trzech warstw na korpus, których nie będę omawiał. Na plecy podręczny sakwojaż z K200D a na stopach...no właśnie i tu odkryłem problem, gdyż jeśli całość była pozytywnie otulona przed zimogrudniami, to stopy, po godzinnej jeździe domagały się kołdry i ciepłej kąpieli. Są jednak i na to sposoby, których też nie będę omawiał. Podsumowując. W sobotę zaliczyłem krążek o 24 kilometrowej długości w relacji Wolsztyn, Karpicko, Nowe Tłoki, Barłożnia Gościeszyńska, Wola Dąbrowiecka, Komorówko, Błońsko, Barłożnia Wolsztyńska, Karpicko i Wolsztyn. Temperatura zero stopni celsjusza (na zewnątrz) - we mnie ogień. Jak zwykle.
Pomiędzy Nowymi Tłokami a Barłożnią Gościeszńską.
Zabudowania Barłożni Gościeszyńskiej.


2 pisz śmiało:

Marcin Łysiak pisze...

Fajnie się czyta i ogląda wpisy o kolifałerowaniu.

chalupczok pisze...

Dzięki Marcin - dziś kolejny odcinek ;-)