niedziela, 13 listopada 2011

Szpital w Wolsztynie

Wobec ostatnich zawirowań wokół Szpitala Powiatowego im. Dr Roberta Kocha w Wolsztynie (i wcale nie związanych z przeprowadzaną termomodernizacją a rosnącym przeszło dwumilionowym długiem), w gazecie Głos Wolsztyński nr 7 z dnia 5 lipca 1958 r., znalazłem artykuł Dr Ludwika Mierzejewskiego, ówczesnego dyrektora szpitala, opisujący historię tejże instytucji. Niektóre informacje wyglądają całkiem ciekawie w porównaniu do dnia dzisiejszego i skłaniają do zadumy.
Szpital w Wolsztynie z Placu Braterstwa i Pokoju.
"O dziejach szpitalnictwa terenu wolsztyńskiego mamy stosunkowo mało wiadomości, gdyż w dokumentach historycznych znajdujemy tylko krótkie, fragmentaryczne wzmianki. Według tych danych dzieje szpitalnictwa na terenie miasta Wolsztyna sięgają pierwszej połowy XVII wieku. W 1641 roku istniał szpital przy kościele Św. Ducha, który położony był w trójkącie między obecną ul. Armii Czerwonej1 i ulicą Strzelecką, przy wlocie drogi prowadzącej z Poznania. Szpital był otoczony ogrodem, składał się z jednej obszernej ogrzewanej izby dla 16 ubogich, dookoła której znajdowały się jeszcze pojedyncze komory przeznaczone również dla ubogich. Dbałość o porządek i utrzymanie chorych należały do obowiązków proboszcza przyszpitalnego. Taki stan rzeczy utrzymywał się z mniejszymi lub większymi zmianami do połowy XIX wieku.
W 1846 roku Angielka Maria Paerce, z domu Knapp, towarzyszka na dworze Gajewskich ufundowała szpital katolicki pod nazwą "Dom pod Samarytaninem", położony przy ulicy Biała Góra 12 (dzisiaj dr Roberta Kocha)2. W szpitalu tym m.in. mieszkał i pracował Robert Koch, odkrywca prątka gruźlicy. W 1902 roku posesję kupił lekarz dr Otton Markwitz a szpital przeniesiono do nowo-zabudowanego domu SS3 Miłosierdzia, przylegającego do sierocińca przy obecnej ulicy Armii Czerwonej. 
Z ulicy Strzeleckiej. Na pierwszym planie kostnica.
 W 1906 roku rozpoczęto budowę nowego 60 łóżkowego szpitala na wschodnim krańcu miasta, między obecną ulicą Wschowską i ulicą Strzelecką. Budowę ukończono w 1907 roku i od tej pory po dzień dzisiejszy mieści się w nim Powiatowy Szpital w Wolsztynie. Główny gmach stanowi dar Goldschmidt-Rotschilada. Koszt budowy gmachu (w sumie 144.000 mkn4) pokryli Rotschild w sumie 90.000 mkn i Związek Powiatowy w sumie 54.000 mkn.
Do roku 1918 szpital był pod zarządem SS Diakonissek5 a od 1919 roku zarząd sprawowały SS Miłosierdzia (Św. Wincentego a Paulo są do dziś dnia). W 1930 roku Wydział Powiatowy wybudował nową kostnicę i prosektorium. Jak wszystkie szpitale powiatowe, również szpital wolsztyński posiada zasadniczo cztery oddziały a więc oddział chirurgiczny, wewnętrzny, położniczy i zakaźny. Obejście operacyjne składa się z obszernej sali operacyjnej oraz sali opatrunkowej, służącej równocześnie za pokój przygotowawczy i podręczne laboratorium. Z urządzeń dodatkowych wymienić należy aparat rentgenowski i komorę dezynfekcyjną. Sale chorych są obszernymi izbami od czterech do dwunastu łóżek. Na parterze mieści się oddział męski a na piętrze oddział kobiecy. Wszystkie pomieszczenia były i są ogrzewane centralnie i posiadają oświetlenie elektryczne.
Do 1918 roku szpital był pod administracją niemiecką a od dnia 5 stycznia 1919 roku przeszedł pod administrację polską i stanowił własność Powiatowego Związku Samorządowego w Wolsztynie.
Z ulicy Poznańskiej
Pierwszym dyrektorem szpitala po objęciu go przez władze polskie był dr Walenty Markwitz, zasłużony i wysoko ceniony lekarz, który padł ofiarą swojego zawodu na skutek zakażenia przy zabiegu operacyjnym. Po nim objął stanowisko dyrektora dr Franciszek Nowak, który po mianowaniu go lekarzem powiatowym zdał obowiązki dyrektora dr Kazimierzowi Piskozubowi w dniu 1 grudnia 1931 roku. Dr Piskozub zwolnił się z zajmowanego stanowiska w dniu 31 grudnia 1937 roku a w dniu 1 lutego 1938 roku został mianowany dyrektorem szpitala dr Ludwik Mierzejewski, sprawujący tę funkcję po dzień dzisiejszy.
W roku 1939 przy najeździe wojsk hitlerowskich, polski personel szpitala był zmuszony opuścić swoją placówkę i udać się na tułaczkę. W czasie okupacji szpital nie poniósł szczególnych strat, jedynie kostnica i prosektorium zostały przez okupanta zburzone. Główny budynek został wewnątrz częściowo przebudowany. Postawiono również nowy obszerny barak 50 łóżkowy dla zakaźnie chorych, a budynek gospodarczy przebudowany został na garaż i kostnicę. Do szpitala został również przyłączony budynek przy ul. Wschowskiej i przystosowany do wymogów szpitalnych.
Od ulicy Strzeleckiej a Kręta.
Po powrocie z tułaczki przejąłem szpital z rąk Armii Czerwonej i to w dniu 10 marca 1945 roku. Szpital był w stanie dobrym, lecz z dużymi brakami w wyposażeniu. Dzięki wzorowej postawie społeczeństwa miasta i powiatu, które poniewierający się po całym powiecie sprzęt sanitarny ochoczo gromadziła i przekazywała szpitalowi, braki zostały rychło uzupełnione. Pierwsze powojenne lata były bardzo trudne, ze względu na znaczny brak lekarzy i personelu pielęgniarskiego. Całą obsadę 120 łóżkowego szpitala i administracji stanowiło 34 ludzi, w tym 2 lekarzy. Mimo tych trudności, dzięki zrozumieniu i pomocy władz oraz pełnej poświęcenia pracy całego personelu, udało się w 1950 roku przebudować obejście chirurgiczne, stwarzając nową salę przygotowawczą i wykładając ściany sali operacyjnej kafelkami. Urządzono salę porodową a opróżnione przez personel pomieszczenia mieszkalne, przystosowano do wymogów szpitalnych, zwiększając liczbę łóżek do 136. Unowocześniono pralnię poprzez zainstalowanie pralni mechanicznej i wyżymaczki elektrycznej. Wreszcie w baraku dla zakaźnie chorych zmieniono zniszczone ogrzewanie ciepłym powietrzem na ogrzewanie centralne i doprowadzono bieżącą ciepłą wodę.
Od ulicy Wschowskiej.
Chociaż szpital powiatowy na ogół spełniał swe zadania i w pełni zaspakajał potrzeby ludności miasta i powiatu, to jednak dawał się ostatnio odczuwać dotkliwy brak specjalnego oddziału dla płucno chorych. I tu znów społeczeństwo pośpieszyło z ofiarną pomocą, dzięki której udało się w początkach 1957 roku otworzyć 15 łóżkowy oddział w specjalnie na ten cel postawionym baraku. Tym samym liczba łóżek szpitalnych wzrosła do 151. Niestety, z powodu dużego zagruźliczenia powiatu, oddział ten okazał się niewystarczający i najbliższym naszym zdaniem czasie musi być znaczne jego powiększenie przez pobudowanie budynku, w którym znalazłoby fachową opiekę szpitalną dalszych 30 chorych".
Ponownie od ulicy Strzeleckiej.
1Dziś ulica Poznańska
2Ulica Biała Góra zmieniła swoją nazwę na ulicę Dr Roberta Kocha 24.III.1957 roku w 75 rocznicę odkrycia prątka gruźlicy.
3Skrót SS oznacza w tym przypadku "sióstr".
4Marka niemiecka.
5Diakoniski (powoływane z wdów i kobiet niezamężnych, ewangeliczki) przybyły do Wolsztyna w 1868 roku.

Zdjęcia pochodzą z 6 listopada 2011 roku.

6 pisz śmiało:

Marcin pisze...

Świetny artykuł i - na co zawsze zwracam uwagę - rewelacyjne stare zdjęcia. Dzięki, Marcin!

chalupczok pisze...

poczyniłem dopisek u dołu w kwestii zdjęć ;).
Dzięki i pozdrawiam.

KALI pisze...

Świetny temat Panie Marcinie :)
Za Pańską zgodą chciałbym skopiować ten tekst.
P/s Zdjęcia wyszły świetnie ;)

chalupczok pisze...

Kali zgadzam się :)))

Grażyna ♥ pisze...

Znam doskonale szpital wolsztyński i wszystko to co go otacza, jednak przez "przymusowe postarzenie" fotek miałam kłopoty rozpoznać gdzie co i jak!
Do historii baraku myślę, że dopiszsezs jeszcze coś, bo w pewnym okresie stał się on oddziałem wewnętrznym... i kiedyś gdy tam zawitałam, usłyszałam radosny śpiew tej kobiety... chorzy byli zachwyceni, nie pozwolili mi nic powiedzieć... w końcu dowiedziałam się, że właśnie do pracy dotarło ich Słoneczko, które jak wchodzi na oddział, oni wszyscy są zdrowsi. Barak, gdzie bez przerwy walczono z karaluchami, ale był zadbany i czyściutki, gdzie salowe (wspomnij i o nich!) o własnych siłach dźwigały nosze z chorymi by ich przenosić w różne punkty szpitala, na piętra także. I pomimo, że czasem padały ze zmęczenia dbały naprawdę o chorych, zarabiając dosłownie na sól do śledzi. Dzisiaj, z wygodami, mniejszym wysiłkiem pracy "obsługują" także chorych, ale patrząc na sposób w jaki to robią, najzdrowsza osoba wpada w chorobę! (ciągle odnoszę się do oddziału wewnętrzego).

chalupczok pisze...

Grażyno! Cóż ja mam tutaj dopowiadać. Zrobiłaś to za mnie za co serdecznie dziękuję. Każde wspomnienie jest bezcenne.