poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Mech mówią też dobry...

...tylko trzeba długo gotować.
...a bo to mój przeuroczy przyjaciel mojej żony - Rąpel (można Rompel mówić), zadzwonił do Grzybka, że grzyby są w lesie. Czem prędzej udałem się zatem w sosny i świerki znaczone następująco:

Rąpel mówił, że kurek zebrał wiaderko (chyba mówił o wiadrze)...wiaderko w poznańskim ma od ośmiu do dziesięciu kilo...
Pojechałem sobie tylko znaną drogą i sobie tylko znaną przecinką napotykając wiatrołom.
Paszły won gibki, paszły purchawki. Stało się ciałem jednym ja i sosenka.
Poległa w ostatniej zawierusze nad jorkiem  nowym.
Ani jednego. Kurka. Ani. 
Wybaczam! 
Ruchocki Młyn wybacza. 
I tak tu zagrzybię, wcześniej czy później.

7 pisz śmiało:

anjax pisze...

a ja wiem gdzie są grzyby...ale nie powiem:P

Grażyna ♥ pisze...

Zbyt sucho w lesie na grzybki... ktoś mi podarował ich nieco, ale chyba spędził w lesie cały dzień, by cokolwiek nazbierać. Byłam potem sama... runo leśne woła o deszcz!
A mech? Może nie do jedzenia, ale kiedyś nasi przodkowie na mchu jadali!

Tojav pisze...

Też lubię chodzić na grzyby, ale teraz strasznie sucho w lesie. Fajna opowieść o wyprawie na kurki, zdjęcia też. Pozdrawia sąsiad zza miedzy (34 km od Wolsztyna).

Marcin pisze...

Mchu to lubię dwie pierwsze płyty: Bluffmania i Tasmania.

:-D

bellaisabella pisze...

Zapraszam do lasów w mojej okolicy: prawdziwki co prawda nie w jakiejś oszałamiającej masie,ale są:)

chalupczok pisze...

ja tam wolę koło domu...jeszcze bym zabłądził w tych Twoich wilczańsko-rudnieńskich :D

bellaisabella pisze...

Koło domu to Ty masz tylko sznur pędzących samochodów:)Fakt-sama bym pewnie zabłądziła w SWOICH lasach,ale piękne są,nawet,gdy nie natrafi się w nich na chociażby muchomora:)pozdrawiam:))