poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Dojca (półtora roku później)

Nie żebym tutaj nie bywał. Wręcz przeciwnie! Nad Dojcę w okolice tzw. "Jeziórka", przy drodze do Nowej Tuchorzy zaglądam systematycznie. Podczas ostatniego razu, stanąłem jak wryty. O cholera pomyślałem! Nie ma pnia. 
A fiolka zawsze mi mówiła, że chciałaby się po nim przejść. O cholera pomyślałem! Nie należy niczego odwlekać na jutro. Kuć trzeba żelazo póki gorące. Pomyślałem. Brać jak ci dają pomyślałem jeszcze. I jeszcze, że lenić się w życiu nie można i że pierwsza myśl jest zawsze dobra. 
Szkoda mi, że pień nie leży już w poprzek. Dojcy. Urokliwy był bardzo. Zdjęto go dla dobra spływowiczów. Kajakarzy. Bo Wolsztyńskie akweny wodne na olsztyńskie pretendują szlaki wodne. Bo Dojca czysta (cóż, że tylko w tym miejscu), ale i country czyste...
I tak będę odwiedzał "mostek" i ciszę pod nim.
W myślach już niestety, będę przechodził po pniu...

2 pisz śmiało:

Robert pisze...

To dobrze, że chociaż uwieczniony masz na fotografii ten pień. Samo miejsca z Twojego zdjęcia - tego aktualnego, w tym wpisie - przypomina mi Puszczę Słupecką - pod Warszawą, ale tylko trochę. Co do samego kadru zmusił mnie, aby dokładnie obejrzeć, bo zielono tu, na początku trudno mi było stwierdzić czy to las, czy to woda... :D Ale fajnie, że i kadrami zmuszasz do działania mózgiem :D

Marcin pisze...

Uch, no właśnie, czasem znikają z krajobrazu rzeczy na pozór nieistotne, ale jak już znikną, no... to brak ich.