poniedziałek, 28 czerwca 2010

Marcinkowskiego

Tytuł nie jest przypadkowy. Kto mnie zna wie, że żadna kropka na tym blogu jest nieprzypadkowa. Jakiś czas temu natknąłem się na blog przedstawiający stolicę naszego kraju kiedyś i dziś. Blog na tyle interesujący, że zainspirował mnie do działania, do porównań. Któż bowiem nie lubi porównywać : a to swojej żony z żoną sąsiada, a to swojego męża z mężem sąsiadki, Ferrari Adama z Porsche Kuby, bliźniąt mieszkających za rogiem (nie, może o bliźniakach tutaj nie będę pisał), w każdym bądź razie każdy lubi. Porównywać. Pewnie musiałbym jeszcze poczekać kilkadziesiąt lat by mieć chociażby pewne punkty odniesienia, mogące zostać wykorzystane w tym miejscu. Czekać za bardzo nie mogę, bo dni jak każdy mam policzone. Z pomocą przyszedł mi bliski kuzyn rodem z Sulechowa dostarczając odpowiednie materiały. 
Ulica Marcinkowskiego w Wolsztynie, położona jest na tak zwanym Zatorzu, czyli części miasta za torami kolejowymi, biegnącymi prostopadle do starej drogi w kierunku Zielonej Góry. Na ulicy tej z początkiem XX wieku, pobudowano budynki i inne obiekty, na styl pruski. Jeden z takich ocalałych prusaków posiada nr 6 a mieści się w nim Dom Dziecka.

 ...dziś...
    ...jakieś 90 lat temu.


Staszek, Marcin...dziękuję.

5 pisz śmiało:

Bill pisze...

These are a couple of great now and then shots of a beautiful house.

Robert pisze...

U nas w stolicy też trochę jest takich hm... w sumie osiedli "za-torowych". Tzn. chodzi mi o takie nieopodal torów.

PS: Ja mam pytanie: Czy Ty cykasz foty w RAW-ie a potem je edytujesz w jakiś specjalnie do tego celu przygotowanym programie? Bo widzę, że takie lekkie HDR-ki Ci czasami wychodzą.

Marcin pisze...

Bardzo mi miło Marcin, nie wiem co powiedzieć, bo sam mój pomysł nie jest oryginalny, raczej czasochłonny. Ale fajnie że dzięki temu ktoś się też ujawni ze swoim "Wczoraj i dziś". Powodzenia i mam nadzieję, że znajdziesz tego więcej!

http://wolsztyn.blogspot.com/ pisze...

Robert: format RAW jest jedynym w którym zatrzymuję czas. Robiąc zdjęcie w RAW-ie myślisz, że utrwalasz jej na błonce. Co do dalszych losów zdjęcia...napiszę w ten sposób. "Wywołuję" je w ten sposób w jaki widzę daną chwilę.

Marcin:nie musisz nic mówić ani pisać. Wystarczy, że częstotliwość nadawania jest jedna.

Robert pisze...

Zgodzę się... Sam korzystam z RAW-ów, ale to też zależy od sytuacji, potrzeb, itp. Jeżeli mam mało miejsca na karcie to niestety, ale RAW odpada. Również i ja staram się edytować tak zdjęcia wykonane we wspomnianym formacie, by przedstawiało rzeczywistość tak jak ja ją widziałem w danym momencie. No fakt - czasami nie mogę się oprzeć i muszę podrasować foto, ale to głównie dotyczy świateł, cieni, itd.

A co do miejsca, no to różnica jest spora.