sobota, 28 czerwca 2014

Stachuriada w Grochowicach 2014 (część siódma - przedostatnia)

Sobota, 21 czerwca 2014. Polana w Grochowicach. 
"...Dzisiaj robota idzie mi dużo lepiej. Nie ciskam się. Z głową robię. Nie ma głupich. Frajerów nie sieją...kiedy podjadłem, wziąłem znów za siekierę i rąbałem ostro, ale z głową, precyzyjnie, bo nie chcę się jeszcze wykończyć. Jeszcze długo nie. Chyba że ktoś mnie wykończy. Albo coś. Ta mgła ta mgła, ach. I tak mi to popołudnie zeszło jak schodzi po drabinie cień. Cienie powłóczyste i długie były, i jeszcze rosły od zachodu, gdzie zachodziło słońce, na wschód, skąd jutro znowu wstanie słońce i będzie nowy dzień. Nie mówię, jak już może ktoś zauważył, że być może wstanie słońce, lub: — mam nadzieję, że wstanie słońce. Bo wierzę. Nadzieja jest zła, wiara jest dobra, i ja wierzę w ten cud, że jutro wstanie słońce...
Słońce, póki co, zachodziło i kończył się dzień długimi powłóczystymi cieniami. Zazula przestała niedawno kukać w głębi boru...słońce było już niziutko tam za lasem, na horyzoncie tam za lasem, daleko tam za lasem, a cienie tu połączyły się, scaliły się i cały zrąb był teraz jednym cieniem. Kończył się dzień i nie wiem, czy to miało coś z tym wspólnego, kończyło się moje całodzienne dzisiejsze uczucie jakiegoś takiego lubego błogiego bezpieczeństwa pięknego. Bo czułem się dzisiaj bezpieczny cały ten boży dzień. Jak rzadko. Jak nigdy prawie. Żadna nie dusiła mnie mgła z tych moich mgieł codziennych, dość pospolitych, ani żadna z tych moich mgieł niecodziennych, dość niepospolitych, przeciwnie: z dymem ogniska jak z mgłą właśnie tańczyliśmy taniec czystej jawnej namiętności i cudownej niebotycznej nie—dostępności i dobrze było. Spokojnie. Bezpiecznie bardzo. Czułem, że czyjeś oczy, leciutko zamaskowane w koronach stojących na skraju zrębu sosen, strzegły mnie. Czułem, że kołowała nade mną Niewidzialna Ręka owa. Co wczoraj nakryła mnie kołdrą i pogłaskała po czole raz i drugi raz: dwa razy. Teraz, kiedy coraz zmierzchało, czułem, że opuszczają mnie, odstępują mnie, cofają się w lasu ciemniejącą głąb te czyjeś oczy i że opuszcza mnie, odpływa ode mnie w inne strony, jak łódź napowietrzna; Niewidzialna Ręka...
"

Mariusz Oziu Orzechowski, bardzo śledzić tego artystę nad.
Wspomnienia mojej pierwszej Stachuriady.
Bieguni.
Stachuriadowanie hymnem.
Tekst: Sted.

0 pisz śmiało: