sobota, 29 grudnia 2012

Z rozmów męsko-męskich (część osiemnasta)

- tato, tato, chcę ci coś powiedzieć!
- tak synku?
- to jest mój najpiękniejszy dzień w życiu.
 
O tym, jak pojechało się z dziesięć kilometrów przed siebie do Borui po chlebuś, który wypiekany jest w tejże wiosce nie na ilość ale na jakość, i że kupiło się cztery drożdżówki do tego i pół kilo bułki tartej i zapłaciło się jedenaście złotych a droga piękna była wyboiście a potem, poszło się do Borui Moja Miłość, stąpało się po zmarzniętym piasku i trawie i że Jezioro Białe - Kuźnickie też skuł mróz a ta jedna z drożdżówek z kruszonką smakowała jak nie wiem co na dworze, gdy próbowało się czy lód utrzyma człowieka dziewięćdziesięciokilogramowego a potem, nie wiadomo skąd przyszły te trzy, dwa mniejsze i jeden duży, raczej jedna duża, nazwę ją mama i dwa małe, kocięta, co jadły z ręki i wcale na wygłodzone nie wyglądały ale miauczały przeborujowo i cisza była tak jak wtedy latem, gdy się jej szukało i znalazło, tylko to miauczenie a za chwilę to stukanie - pukanie dzięcioła, bo nie poleciał sobie od sierpnia w inne tereny, w inne lasy, tylko upodobał sobie ten czerwony łepek te okolice tak jak ja, jak my. Jak My.

8 pisz śmiało:

anjax pisze...

a ja byłam dzisiaj na mostku przy rzecznej, ale tym nie krzywym;) i obserwowałam niezliczone ilości kaczek i stwierdziłam, że to całkiem przyjemna czynność tak sobie popatrzeć na ptaki i posłuchać o czym gadają-kwakają ;)

K-aha pisze...

U Was mróz, drożdżówki, kotki...a u mnie lato i tęcza ... :)))
Czekam na zimę :)

chalupczok pisze...

U Ciebie Kaś, zawsze było inaczej ;)

chalupczok pisze...

anjax - a to ciekawe, bo ja też byłem (kiedy mnie tam nie ma ;-))

Marcin pisze...

W takich okolicznościach przyrody wszystko inaczej smakuje. Ale to fajne jest.

K-aha pisze...

A jak Twój kot? Dawno go tu nie pokazywałes :))

chalupczok pisze...

:))))) jest w dobrych rekach, niestety nie moich

Marta pisze...

Jasiu będzie miał co wspominać jak dorośnie. Takie chwile są niezapomniane.