piątek, 17 grudnia 2010

A kolęda płynęła z nieba

No tak! Tradycji stało się zadość! To już po raz piąty z rzędu w kaplicy Wyższego Seminarium Duchownego Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej w Obrze, odbyła się Wigilia. Wigilia Przyjaźni. Wieczór wigilijny! Wilia!
O godzinie 16:00 Sławek śmiało depnął w pedały organów wydobywając z nich dźwięki pojednania. Przed ołtarzem stanął człowiek niezwykły, superior o. dr Wojciech Popielewski OMI. Towarzyszyli jemu Krzysiek i Andrzej - tak się zaczęło...
- "...Co słyszycie? Co słyszycie?...ciszę... Tu jesteście bezpieczni!...".
W chwilach wzruszeń, stają mi zawsze przed oczyma obrazy. Cegiełki, na których wyryte są zastygłe myśli, wspomnienia, marzenia...
Pomyślałem sobie, zadałem sobie pytanie? Czy kolor niebieski pasuje do koloru czarnego? Czy mundur niebieski pasuje do "munduru" czarnego. Odpowiedź jest jedna. Tak! Tak, pod jednym warunkiem. Pasuje wtedy, gdy pomiędzy nimi jest czerwień. 
Czerwień, najgorętsza ze wszystkich barw, zwana kolorem życia, kolorem kolorów. Kolorem miłości. Jeśli ona jest pośrodku czegokolwiek, wszystko musi pasować. 
Wojtku! Bądź w swej czerni, czerwienią dla niebieskiego...
"Bądź" brzmi błagalnie. Nie tutaj! Nie w tym momencie! Nie w tej chwili i życiu! Nie w moim życiu!
"Bądź" oznacza - oczywistość.


Zachód słońca od ulicy Rzecznej w Wolsztynie w kierunku łąki. Przedsionka Bielnika. Tam dla mnie wszystko się zaczęło.

2 pisz śmiało:

Marcin pisze...

Zachód słońca to zawsze jak jakieś czary na niebie...

http://wolsztyn.blogspot.com/ pisze...

nawet czary...mary :)