środa, 12 grudnia 2012

Wolsztyn 12.12.2012, godz. 12:12

Nazywam się tak a nie inaczej. Noszę takie to a nie inne imię. Urodziłem się tamtego dnia i miesiąca roku pańskiego. Minionego już. Czas jakiś temu. Większy czas raczej.
Dziś, dnia dwunastego, miesiąca dwunastego czyli grudnia, roku dwunastego (dwa tysiące), o godzinie dwunastej dwanaście, mieszkańcy Wolsztyna, zabrali się na ulicy Dr Kocha, by...zrobić sobie wspólne zdjęcie.
Inicjatywa pojawiła się niespełna dni temu kilka, bez fanfar, wydawnictw czy czasopism, lub darmowego mleka (jak to kiedyś mówiono). Facebook, strona internetowa Urzędu Miejskiego w Wolsztynie oraz plakat rozwieszony na budynku restauracji Europa, to trzy miejsca informujące o pomyśle. Wcale nie nowym pomyśle ale nowym w Wolsztynie. 
Jako gorący entuzjasta tego typu "dwunastek", uważam, że wyszło jak na pierwszy raz - prima sort.

Fotka pierwsza  - na balkonik restauracji Europa z którego "dwunastą" chwilę zatrzymano,
fotka druga - autorstwa Damiana Sarbaka (w niebieskim na balkoniku) z którym zamieniłem telefonicznych słów (serdecznych) kilka o zezwoleniu na ekspozycję jego pracy w tym miejscu, co spotkało się z aprobatą zupełną (fotografia autentyczna znajduje się na stronie Urzędu Miejskiego w Wolsztynie). 
Dzięki, dzięki, dzięki za pomysł. Dziękuję Damian, dziękuję Piotr, Dzinek, Krzyś, Rosół...

wtorek, 11 grudnia 2012

Dzienna jazda pociągiem

"...A tu była zima. Pierwszy świeży miesiąc zimy. I pierwszy prawdziwy, świeży mróz trzymał w kleszczach ziemię, wody, drzewa, no i resztę. Na szczęście śnieg spadł jak z nieba. Puszysty i suchy, on trochę łagodził żelazną ręką. 
W wystygłych, stojących na bocznicach wagonach nie było wesoło. My się na tym znamy. W lodowych wzorach szyby, zimne rury, lepkie od mrozu, kąśliwe metalowe okucia, pusto, nieobecny albo dobrze ukryty Bóg, a zamiast niego przez wszystkie szpary wkręcający, wślizgujący, wwieracający się lodowaty wiew północno-wschodni. My się na tym znamy...
Za oknem śnieg migotał biało, różowo i niebiesko w żółtym, platynowym i pomarańczowym słońcu przedpołudnia. Na polu, niedaleko torów, siedziało nad jakąś padliną połączone stado siwych wron, lśniących gawronów i mniejszych kawek. Przez huk, szum i stukot pędzącej pośpiesznie maszyny przebijały się wniebogłosy wygłodniałego spłoszonego na moment od żeru czarnego ptactwa...z kominów rozsianych po zimowisku domów unosił się dym prosto w górę, wysoko, aż go tam nagle łamały wpół i roznosiły podniebne prądy...jechaliśmy...za oknem las teraz odbijał blask świecącej zapatrzonej w niego pary oczu...".
Wolsztyńskie lokomotywy po raz ostatni w 2012 roku.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Dworcowa 3

Wolsztyn, ulica Dworcowa 3 (tak myślę). Trwa remont dachu.

niedziela, 9 grudnia 2012

Śniego-wołanie

O tym, jak pojechało się po pietruszkę, jabłka, brukselkę, seler i marchew, które to dobra sprytnie jakiś czas temu się zakamuflowalo przed mrozem, który mógł przecież przyjść niespodziewanie i przyszedł niespodziewanie, znienacka a ziemia wcale tak mocno nie była zmarznięta, dwa trzy centymetry może, tak, że łopata bez problemu pokonywała zmarzlinę, nie mówię wcale o śniegu, bo co tam śnieg, puch marny, ale gdy się po wszystkim spojrzało na tą pustą drogę, tak na kilometr może prostą, to już mnie głosy zaczęły namawiać, już ciągnąć i wołać na te białe przestrzenie i nie mogłem się temu oprzeć...
Droga z Chorzemina do leśniczówki Nowe Tłoki, potocznie zwanej leśniczówki Chorzemin nad stawem Morskie Oko położonej.

sobota, 8 grudnia 2012

Śron panie Marcinie

O tym, jak to było po dzisiejszej nocy, przespanej spokojnie, w cieple tym razem, że całkiem nieźle się oddychało po przebudzeniu i całkiem niecicho przyjaciółki sikory bogatki i ubogie zajadały orzechy włoskie z drzewa bielnikowego, stukając, pukając o drewniany karmnik a odkurzacz na drugim piętrze nie został włączony o szóstej rano a może został, tylko dyszę szadziową założyli ci od odkurzacza, bo szadziowo to było już na serio, gdy za okno spojrzałem a potem, gdy koło południa, czyli około dwunastej godziny na dworzec kolejowy poszedłem z juniorem młodszym, to już było całkiem całkiem nieźle serio gdy jeden, co imię moje zna na pamięć, nawet nazwisko zna dobrze, ale go nie wypowiedział dzisiejszego południakolejowego, poczęstował mnie "sportem" na bocznicy i ognia zapalił zapałką mówiąc, że drewnem odpala szlachta a ja na to, czym odpalają ci w lokomotywie a on mi, że oni nie odpalają tak jak my, bo miesiąc cały w palenisku ogień trzymają i chuchają i dmuchają żeby nie zgasł i przez nich na lasach się oszczędza, na wycince...i tak mi mówił jeszcze inne, tak mi mydlił i chuchał opowieści, że przepięknie się zrobiło, cudownie, śroniowato...
 

piątek, 7 grudnia 2012

Piła (dworzec PKP)

Musiałem w końcu ten pilski pekap pokazać, bo ewenementem jest na skalę.
Wejście główne na dworzec PKP w Pile od ulicy Zygmunta Starego. Za brązowymi drzwiami schody w dół...
Drzwi po prawej, brązowe, wyjście na peron z holu, czyli po przejściu pod ziemią wydobywam się na powierzchnię.
Rozglądam się po peronach...
można w płuco walnąć bez nerwów...
rozglądam się...
...rozglądam się. Namierzył mnie jeden z białą pałą przy prawym boku zamocowaną. Ciemny uniform, raczej czarny, napis "security" na plecach drukowanymi. Przytyka "sprawdzanie" do "sprawdzacza", czym "potwierdza" swoją bytność w danym miejscu (taki dynks załączający). Patrzy się na mnie. Nieprzyzwyczajony do pozowania o tej porze. Nie fotografuję Go. Wciąż się patrzy i chyba chce mi dać w mordę. Bynajmniej taką minę zrobił. Ale przypomina sobie, że jest na służbie. I rencistą jest bo kuleje na dwie nogi. Musiał raczej chyba być tu kiedyś przede mną tefałen czy uwagapolsat.
Piła Główna. Chyba kiedyś dawne wejście główne na dworzec od Alei Piastów - obecnie nie służące jako główne. Bynajmniej dla podróżnych.
Schody na wiadukt na wspomnianej Alei...w lewo droga do Czarnkowa lub Poznania. Remont.
Kolejopogląd pilski ze schodów na wiadukt Piastowy. Piła to byłe miasto wojewódzkie.

czwartek, 6 grudnia 2012

Pada śnieg

Ulica Garbarska w Wolsztynie.

środa, 5 grudnia 2012

Piła (Park na Wyspie)

Kładka nad Gwdą od bulwarów

Z tym Parkiem na Wyspie w Pile, to nie jest tak prosto jak się wydaje. Tak oczywiście, że niby drzewka rosną sobie a dookoła woda. Gwda na północy miasta, pomiędzy mostem na Alei Jana Pawła II a 500 Lecia Piły, rozdziela się na dwie odnogi, tworząc naturalny kopiec ziemny zwany dalej właśnie Wyspą. Wejścia na nią są trzy: od ulicy Jacka Różyckiego, w pobliżu Starostwa, od ulicy Henryka Dąbrowskiego i Alei Niepodległości (pobliże ronda Jana Pawła II). 
Na utworzonym pomiędzy 1976 a 1978 rokiem Parku znajduje się całkiem fontanna (czynna nie zimą) i arena koncertowa (taki podest z daszkiem). Północna części wyspy zaopatrzyła się w staw a tenże pośrodku w kolejną wysepkę. Szkoda, że na tej wysepce, nie ma malutkiego oczka wodnego na którym żółw błotny tworzyłby wyspę kroczącą. 
Tak podsumowując. Ten cały Park na Wyspie w mieście Piła nad Gwdą, bardzo jest mi bliski, bo nie jedną minutę tutaj spędziłem, nie jeden dzień. Jest mi bliski, gdyż bardzo mi przypomina (gdy się rozrysuje go na kartce)...przypomina mi...przypomina...przypomina.
Pub "Barka".
sucho
i pusto.
Kładka nad Gwdą do ulicy Jacka Różyckiego.
Budynek Starostwa Powiatowego.
Kładka nad Gwdą ku ulicy Dąbrowskiego.

wtorek, 4 grudnia 2012

Apolinary Gajewski

Apolinary Gajewski, urodzony 23 lipca 1801 roku, herbu Ostoja, syn Adama Norberta Gajewskiego i Eleonory Garczyńskiej, został ochrzczony 7 sierpnia 1801 roku przez księdza Franciszka Bębnowskiego w obecności chrzestnych: generała Wojciecha Węgorzewskiego i jego żony Anieli z domu Kwileckiej.
Apolinary pobierał nauki w gimnazjum francuskim w Berlinie i tam a później w Heidelbergu uczęszczał na uniwersyteckie kursy prawnicze. W latach 1827-1830 wraz ze swoim bratem ciotecznym - poetą Stefanem Garczyńskim, podróżował po Włoszech i Niemczech, poznając się z Adamem Mickiewiczem. W 1830 roku z początkiem powstania listopadowego, powrócił do kraju i zaciągnął się do jednego z pułków litewskich. Po upadku powstania (październik 1831) osiadł we Wroniawach, koło Wolsztyna.
Testamentem spisanym na zamku (drewnianym) w Komorowie, (także koło Wolsztyna) w dniu 5 kwietnia 1833 roku, ojciec Adam Gajewski (zmarły w 1834 r.) przepisuje Apolinaremu miasto Wolsztyn, wspomniane Komorowo, Berzynę, młyn Niałek, wieś czynszową Karpicko, Młyńsko i Barłożnię, oraz czynsze z Nowego i Starego Młyna. W międzyczasie zostaje radcą Ziemstwa Kredytowego a w dniu 29 września 1841 roku kupuje wieś Tłoki z Olędrami Tłockimi i Cegielskimi. 
W roku 1857 wybudował stojący do dziś w zmienionej nieco formie pałac.  Umarł w Wolsztynie, 21 sierpnia 1870 roku, pozostawiając ze swojego związku jednego syna Stefana Gajewskiego, który jako spadkobierca w 1890 roku odsprzedał dobra wolsztyńskie hrabiemu Stefanowi Mycielskiemu, zamieszkując sam w Dreźnie (zmarł w 1912 roku). Ale to już inna historia...

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Choinka - Wawrzynowiczynka

W 2010 roku była choinka-rogozinka, tegoroczna (pozwoliłem ją sobie tak nazwać ku kontynuacji): choinka-wawrzynowiczynka, 30 listopada 2012r., stanęła na wolsztyńskim Rynku. Zanim tam jednak stanęła, tego samego dnia, rankiem, że tak napiszę, wyrżnięto ją z posesji państwa Wawrzynowiczów z ulicy Krętej (nr 11 z literką) w Wolsztynie i załadowano przy pomocy dźwigu na "niskopodwoziówkę".
Fiolka - dzięki za czujność, dobre kadry Twoim komórkowcem i myśl o mnie pomimo tego, skąd wracałaś tamtego dnia i jak się czułaś.