poniedziałek, 20 czerwca 2011

UK Legends w Wolsztynie (cześć druga)


Tutaj z Paulem Elliottem w tle.
Berni nie chciał się uśmiechać. Za to zaśpiewał, że ho ho...

niedziela, 19 czerwca 2011

UK Legends w Wolsztynie (cześć pierwsza)

18 czerwca 2011 roku w Parku Miejskim, grali dobre półtorej godziny. 
Graham Hunter swoją gitarą wygrywał takie glissanda, że
 pozwoliłem jemu sfotografować się ze mną.

sobota, 18 czerwca 2011

Nikt i nic

się nie ukryje w Wolsztynie.


Nad Jeziorem Wolsztyńskim. Pomost na cyplu.

czwartek, 16 czerwca 2011

W oczekiwaniu na...Gienka Loskę

Bielnikowe koty. Nikt ich nie policzy. Chyba nikt nie chce ich liczyć. Ile ich jest. A jest ich kilka. Fiolka mówi, że 9.

wtorek, 14 czerwca 2011

Z rozmów męsko-męskich (część dziewiąta)

- synku? To co ja mam teraz zrobić? Jak postąpić...? 
- nie trać tej radości którą nosisz w sercu tatusiu a wszystko ułoży się tak jak powinno.


Przy basenie na ulicy Komorowskiej w Wolsztynie.

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Wte i wewte (ulica Gajewskich)

Nawet w Wolsztynie "Chińczycy" mają dość przebudowy ulicy Gajewskich.
Tutaj "spogląd" (takie popularne skrócenie, naoglądałem się ikskaftora) w kierunku skrzyżowania ulic Lipowej, Dr Kocha i Wschowskiej.

Tutaj w kierunku skrzyżowania ulicy Fabrycznej, Żeromskiego i trzystapiątki.

Robota stoi, bo ile można pracować za psie pieniądze? 
 

środa, 8 czerwca 2011

Wolsztyńska rodzina

Od prawej : Mania, Pati, Cinek, Jani i Fiolka. 
Nadjeziorna, bestyjalsko-wolsztyńska rodzinka.

Acha! Tylko zawzmiankuję. Wszystkie dni jak motyle są...

"...Earth, stream and tree encircled by sea
Waves sweep the sand from my island.
My sunsets fade.
Field and glade wait only for rain
Grain after grain love erodes my
High weathered walls which fend off the tide
Cradle the wind
to my island...

...Touch my island
Touch me....".

wtorek, 7 czerwca 2011

24 godziny

00:13 - dzwonię do eR. Jeszcze jesteśmy w lesie, chociaż wszystko poukładane.
00:20 - komary i wciąż ten smród
00:40 - kończymy w tumanach kurzu
00:50 - wracamy z eNDe
02:28 - Pe pisze, Ha pisze ja nadsypiam.
03:48 - z Gie i O komponujemy przebieg wydarzeń.
06:12 - Zet przynosi drożdżówki z rabarbarem.
06:39 - odwożę Gie i wysadzam go przy sklepie.
08:48 - śpię od dwóch godzin. Telefon mnie nie obudził.
09:56 - otwieram jedno oko.
12:46 - prysznic
13:03 - fryzjer
13:33 - dzwoni A. Wszystko ok.
14:48 - A. i Gie zabierają mnie z ulicy
15:10 - busem jedziemy do Be. Pakowanie
15:31 - na miejscu w eNeM. Rozładunek
15:39 - zostaję sam z całym dobytkiem
15:55 - jeszcze sam. Zaczynam z ptakami
16:01 - ognisko gotowe. Reszta drewna w busiku. Nie czekam na pozostałych.
16:04 - kontynuuję
16:15 - przyjeżdża pierwsza grupa
16:38 - rozpalenie grilla
16:40 - nacinanie kiełbas
16:59 - rozpalenie ogniska
17:05 - nacinanie kiełbas
17:09 - wciąż nacinam
17:15 - nadal
17:17 - mam swój kufelek
17:44 - dokładam kiełbas
18:15 - dokładam do ogniska
18:52 - znowu nacinam
19:02 - A liczy wszystkich. Doliczył do 48
19:15 - pożegnanie A.
19:31 - kufelek wciąż w kieszeni
19:39 - kufelek nie wysycha
20:15 - chipsy i papryka czerwona
20:23 - temperatura powietrza opada
20:50 - Ha i A idziemy nad ...
21:20 - próba latania
21:20 - nieudana próba lądowania
21:21 - myśli, że odlatuję
21:30 - myśli przy ognisku. Sucho w gardle od ognia
21:50 - Ka eM i Nierozpoznani zmieniają ten stan
22:25 - sprzątamy, to co nie skradziono
23:10 - przyjeżdża Be. senior
23:14 - wyjazd
23:15 - dzwonię do A informując o trzech śpiących w rowie
23:25 - jedziemy przez eS.
23:35 - Te opuszcza pojazd ze szczękościskiem
23:51 - wchodzę do domu
23:59 - prysznic. Jak można być tak brudnym
00:10 - sprawdzam kieszenie. Kufelek na miejscu
00:13 - zasypiam na dobre

Z 03 na 04 czerwca 2011 roku. Nigdy w moim życiu nie było zastoju. Dlatego za długo nie pożyję.  

niedziela, 5 czerwca 2011

Mój, Twój, jej, wasz

"To do ludzi jest krzyk,
Delikatny tak.
To wołanie bez słów,
Chcesz usłyszeć – patrz.
Radość tworzy tę myśl,
Rzeźbi tak jak chce.
Zwalcza lęk,
Granic mniej.

Wykluczony bez wad

Które można mieć
Zachwyt dziecka to stan
Dla nich wiem, to sen
Tak bardzo inny,
A pewnie ten sam,
To może jest tłem,
Jest gdzieś tam.

Który z nich to jest,

Ten prawdziwy świat.
Mój, Twój, jej, albo wasz
Pewnie ich
Jego też
Więc chyba nasz.

I naiwni jak nikt

Żaden dźwięk czy szept
No i szczery ten gest,
Spontaniczny też.
Jakby na przekór tym
Doskonale pięknym, znam
Tym, co są,
Co w alejach gwiazd.

Który z nich to jest,

Ten prawdziwy świat
Mój, Twój, jej, wasz
Ich,
Jego też,
Więc chyba nasz.

Który z nich

To jest ten
Trafny punkt
Widać żal.
Jeszcze coś
Oprócz nas
z obu stron
Dzieje się.

Kolorowy z drewna, ludzi tłum

małych kobiet, panów stu
muchomorów, sanek liczb
przytulają się, to nic.
Kalendarze, cyfry, pełno dat
autoportret, siedem pań,
w okularach siwych dam
dziwnych zwierząt, mnogość klat
pod sukniami patrzą na
świętość, anioł, byki, twarz
oryginalną wieczność ma
przytulają się, przytulają się, przytulają się...". 

Oj, coś czuję, że do tej piosenki napiszę jeszcze niejedno zdjęcie. 
Tak zwany "cypel" na Jeziorze Wolsztyńskim.

środa, 1 czerwca 2011

Pompa II

Zielony młotkowy to sprawił. I Majka.
I tym razem napiszę: dziękuję.