piątek, 14 września 2012

Jaczów (kapliczka)

Przy drodze nr 329 z Głogowa do Jerzmanowej, we wsi Jaczów, po lewej stronie stoi kapliczka. Nadruszona trochę.
Acha. Z Wolsztyna to tylko 72 kilo. Metry.

czwartek, 13 września 2012

Rodzynkiem być

Helena Reymann (21.05.1899-05.12.1960) w środkowym rzędzie, czwarta z lewej. Moja babcia.

środa, 12 września 2012

Kiedyś, gdzieś tam

"...Po co tak pytam oczy są? Ja teraz stanąłem. Ja teraz stanąłem i patrzyłem na wschód, i mówię, że oczy o tej godzinie są po to, żeby patrzeć na słońce wstające. Bo to jest prawdziwa największa sława i jeszcze raz mówię, że ludzie o tej godzinie powinni wszyscy na progi swoich domów wychodzić, bo niewiele jest nam dane, niewiele jest nam dane. I przecież wiemy, wiemy, tę jedną rzecz najsławniejszą, że przecież kiedyś, gdzieś tam, kiedyś, gdzieś tam przecież, gdzieś tam umrzemy, zginiemy, w ziemię nas zakopią, w piach, ciemności nas pokryją. Wieczne ciemności nas pokryją i nigdy już światło nas nie dotknie, nigdy już więcej nie odbije się w naszych oczach blask. Dlatego, przez tę pamięć, mówię, ludzie w porze świtania powinni na progi swoich domów wychodzić i przywitać dzień wstający, słońce wschodzące nad półkulą. Bo przecież, kiedyś, gdzieś tam, kiedyś...".


Park w Wolsztynie. Na wysokości głównej alei w kierunku północnym.

wtorek, 11 września 2012

Myślałem o


"...Obudziła mnie lekko, dotknęła mi ręki leciutko i patrzyła, jak otwieram oczy i jak znowu zamykam, bo zobaczyłem, że to ona, i spać mi się chciało bardzo. Wczoraj nie mogłem długo zasnąć. Myślałem długo o jednej rzeczy, która jest taka niezmierzona, że można by całe życie nic nie robić, tylko o tym myśleć. I to już by była kropla w morzu. I to też by nic nie dało. Myślałem o...".


Wolsztyn z Bielnika. Po zachodzie.

poniedziałek, 10 września 2012

Młyn

Wolsztyński młyn zdaje się dogorywać. Mąki namielił, to wypad. Całkiem jak z ludźmi. Całkiem.
To co pozostało po wolsztyńskim młynie stoi przy ulicy Fabrycznej lub drodze na Wschowę.
Od strony północno-wschodniej graniczył z torowiskiem na Poznań i Leszno.
Bonus popostowy.
Przypomniałem, że mam w zanadrzu "młyna" z góry. Z 28 maja br. Budowla nie ma dachu (jej zasadnicza część). Budynki bez dachu nie podlegają opodatkowaniu od nieruchomości. Ale to tak tylko na boku.

niedziela, 9 września 2012

Bliżej mi do nieba

Zawsze było mi bliżej do nieba niż do ludzi. Zawsze. Odkąd pamiętam nie było inaczej. Drogi prowadziły mnie a ja je ukochałem. W drogach znalazłem sprzymierzeńca. Ludzie niekoniecznie mi klaskali w tej wędrówce. Niekoniecznie bili brawo.
Ale żeby była jasność w myślach powiem, że na poklaski i aplauzy nie czekałem nigdy. Nie czekam nawet teraz. W tej chwili i jutro. Dlatego może nie powstała więź. Pomiędzy mną a innymi. 
Inni są inni a ja jestem sobą. 
Co to znaczy być sobą? Znaczy to trwać wytrwale w tym, czym-kim się jest. W co się wierzy, lubi, uwielbia i kocha. Trwanie w sobie to świadectwo. Nieustępliwości. Niepodległości.
Siedziałem dziś na pomoście, co wybiega w toń mojego jeziora. Twarzą w zachód, bo lubię. Być przed. Na płaskowodziu jeziornym ukleje rzucały się raz po raz, mącąc aksamit wodnego dywanu. Zniekształcając odbicie tego co dzieje się na niebiosach. A tam...drogi krzyżowe chmur i samolotowych oparów. 
Zaklęty to obraz. Niewypowiedzianie piękny. Niebiański.
Dlatego mi bliżej...

sobota, 8 września 2012

Zachciało mi się dziś lasu

Poranek. Pomiędzy Starą Tuchorzą a Ruchockim Młynem. Na terenie Leśnictwa Krzewina.

piątek, 7 września 2012

Obwodnica

Pomiędzy ulicą Przemysłową a Lipową trwa zabudowanie obejścia Wolsztyna, by odciążyć miasto od szumu i trosk wielokołowców. Budowa trwa, chodnik (podejrzewam, że rowerowo - pieszy, ze wskazaniem na rowerowy) pięknie cegleni. Poszedłem dziś na to zadupie, bo jak inaczej nazwać opłotki miasteczka i nieźle było. Dużo pracy do wykonania zauważyłem, jako były drogowiec. Dużo pracy.
Wolsztyn. Kraniec ulicy Przemysłowej. Prostopadła na skraju to owa. Obwodnica.
73 kroki dalej.
Wolsztyn. W Kierunku ulicy Przemysłowej i dalej Żeromskiego.
Ciekawostka projektancka. Nie wiem czy w tym przypadku chodnikarze nie trafili w studzienkę, czy ci co jak to o nich mówią "najlepiej ciągną drut", nie trafili w chodnik. Albo trafili ale nie tak jak powinni.
Może kiedyś pójdzie tam autostrada. Póki co niedowład.
Jutro dokończę. Chyba.

czwartek, 6 września 2012

Skwer im. ks. Teodora Lercha

29 sierpnia br., imieniem księdza Teodora Lercha nazwano skwer przy ulicy Poznańskiej a Drzymały w Wolsztynie. Coraz mniej bezimiennych miejsc w tym mieście. Niewiele. Z terenów podobnych - zielonych został do zaimienniczenia tylko Park (duży) zwany miejskim i Park (mały), przy ulicy Gajewskich, Lipowej i Słowackiego. Jest jeszcze lasek na Bielniku, skwer przy stadionie, skwer koło Banku Gospodarki Żywnościowej i łąki od Dąbrowskiego do Dr Kocha. 
Potem trzeba będzie sadzić drzewa.  

środa, 5 września 2012

Z archiwum yks - łąka na Bielniku

1988 rok. Bielnik. Za linią drzew znajduje się koryto Dojcy. Nie wiem do dziś, kogo to była łąka. Wiem kto kosił na niej trawę. Dużo wcześniej od 1988.
Ojciec a potem syn. Kosą traktowali zielone. Po kośbie i wysuszeniu, stawiali małe stogi. Początkowo ojciec a potem syn kładli się pod jednym i spali. Ze zmęczenia. I nie tylko. 
Łąka ciągnęła się w lewo do sadu jabłkowego, który rósł bardziej lub mniej. W zadbaniu. Ale jabłonki owoce pyszne wydawały. Po jego przeciwnej stronie, na linii w której zdjęcie zrobiłem do łąki przylegał mały lasek, sosnowy z brzozami na jego krańcach. Myślę, że rosły trzy na pewno a może i cztery. Na jednej z nich spędziłem popołudniowy wieczór po zdanych egzaminach. Nie ważne jakich. Nie ważne. 
Zimową porą, Dojca zazwyczaj w tym miejscu wylewała. Tworzyło się naturalnie sztuczne lodowisko, użytkowane przez cały nastoletni Bielnik. Po prawej stronie, przy płocie (z drutu kolczastego) stała łódka. To na niej zakładało się łyżwy (te na kluczyk, którym przykręcało się przód - nosek z tyłu wkładało się do dziurki w korku, zabezpieczonym blaszką - mówiono na nie bodajże klajzderki lub podobnie).
Przez łąkę przebiegała ścieżka, prowadząca z Bielnika do torowiska i dalej na ulicę Rzeczną (lewo skos na zdjęciu). To tutaj właśnie ugryzł mnie po raz pierwszy pies, tutaj paliłem pierwsze papierosy.
To na tej łące też, złapałem pierwszego motyla...