Nie wyglądało to dziś za dobrze na wolsztyńskim niebie, przy ulicy Dworcowej.
Zaczęło się bodajże po 21:00.
Chmury rozwiały się w lewo i prawo (bardziej w prawo szły, czyli na północ).
Dużo było liczb...np. 10,18, 49-59, Enio Morricone, ludzi dużo. Coraz więcej.
I więcej.
Tak z tysiąc jeden.
Czułości najwięcej było.
Najmniej światła...wpadającego do obiektywu.
Nawet lokomotyw było dużo, lecz ich autoportrety pozostawiam dla koleżanek i kolegów fachowców, potrafiących ujmować je swoimi statycznymi, świetlano-doświetlonymi obiektywami.
Przedstawienie mogło się podobać. Irytował "pan" z firmy sponsorującej niniejsze, który wiadomo, dużo na rozpoczęciu mówił o swojej chlebodawczyni, ku lekkiemu poddenerwowaniu oglądających.
Taka impreza sprzyja promocji regionu, promocji wyrobów i osobliwości kolejowych. Po dzisiejszym wieczorze jestem zadowolony.
Szkoda tylko, że nie mogłem wypromować taką białą pałą (jaką mają na załączonym obrazku panowie w żółtym) jednego z zagazowanych ojców, którego kilkuletnia podopieczna, spadłaby niedługo z pobocznej lokomotywy.
Panowie ! Gazujcie, póki wam pary starczy, ale nie traćcie światła w głowie.