środa, 30 listopada 2011

Dawno nie zachodziłem

Zachód słońca nad Jeziorem Wolsztyńskim. Promenada.

wtorek, 29 listopada 2011

Adam Żuczkowski

Pierwszego grudnia 2011 roku (w czwartek) o godzinie 17:00 w wolsztyńskiej bibliotece odbędzie się spotkanie z Adamem Żuczkowskim. I jego wierszami. "Dokładanie do słońca"...będzie można pójść z sercem i nie tylko ...
Nad Jeziorem Wolsztyńskim. 60 metrów za plażą w kierunku Karpicka.

poniedziałek, 28 listopada 2011

Wszystko jest poezją

"Wszystko ginie, wszystko niszczeje, wszystko przemija. Zostaje tylko świat. I czas, który trwa".
Aleja grabowa w wolsztyńskim parku.
Suszące się obok (nad boiskiem) naleśniki.

niedziela, 27 listopada 2011

Przystań w Karpicku

Dziś wyskoczyłem do Karpicka ale trochę dalej niż wczoraj, w pobliże Ośrodków Wypoczynkowych, na tak zwaną przystań. Pogoda - wyśmienicie wiejąca, czas - przed zachodem, na głowie - kaptur, pod koszulą - serce.
Droga dojazdowa. Na wprost do ulicy Wczasowej w Karpicku. W drugą stronę - do Jeziora Wolsztyńskiego.
Zejście do przystani.
Przystań. Za lampą po lewej miejsce ognisk płonących.
W kierunku przeciwnym, jakieś 100 metrów znajduje się całkiem stabilny pomost, ostatni zresztą z tej strony jeziora. Łabędzie zdaje się znalazły spokojniejsze miejsce przy ujściu Dojcy.
Pniaki obok pomostu. Zauważyłem, że od lata zginęły blaszano-żubrowe puszki pławiące się w zaroślach i foliówki, w których żuberki przybyły.
W kierunku południowym, można dostrzec wieżę kościoła Farnego w Wolsztynie oraz...czerwone i zielone żeglugowe znaki nawigacyjne.
Cofnąłem się do punktu wyjścia, czyli nad uregulowane nadbrzeże przystani.
Tam, napotkałem drzemiącego młodzieńca, wtulonego dziobem pod prawe skrzydło. Chcąc przełamać szuwary, co przed obiektywem mi się huśtały - hałasem wyprostowałem go do pozycji normalnej, stabilnej.
Mamka była w pobliżu, na prawo od synka. Ale w pobliżu. Jak to mama.
Wobec nie najlepszych pomysłów na zdjęcia, które zaczęły mi przychodzić do głowy wraz z galopującym zaciemnieniem, dokonałem odwrotu. Ale wrócę tutaj. Przystań godna przystani. 
Wieże dwóch wolsztyńskich kościołów. Wspomnianego Farnego (po lewej) i Wniebowstąpienia Pańskiego.
Oby rosnące tam drzewa, nie przyfrunęły dzisiejszej nocy na mój balkon. Bo wiatr wieje jak trzeba...

sobota, 26 listopada 2011

Pamiętaj

o zachowaniu równowagi w trudnych chwilach.
Pomost w Karpicku, nad Jeziorem Wolsztyńskim. W dzisiejszym poszukiwaniu równowagi całe szczęście, że na nikogo nie natrafiłem. Nikt o zdrowych zmysłach nie spaceruje po plaży w taki dzień. Z gorączką.

piątek, 25 listopada 2011

Po miodzie płynę do nieba

Dopadło i mnie. Wczorajsze wieczorowo-nocne zajęcia na świeżym powietrzu były kropką na i. Teraz gorąca woda, najlepszy z miodzików-faceliowy plus rum na kościach, zagrzewa mnie ku normalności. U Leszka wymieniałem papucie w niebieskim. Zimno było jak diabli na tym podwórku. Już trzynaście lat tam rzeźbi w gumie...
Miałem ochotę pobiec ku rozwijającemu się do lotu SP-BDR i wsadzić swoje racice w palnik.
Tam też dostałem sztycha. U Leszka. Może nawet większego niż przed północą. Przed północą to poprawka była...
Balon nabalaniał się powoli na wysokości krzyża w Niałku Wielkim, postawionym w 2005 roku, upamiętniającego lokalizację parafii niałeckiej p.w. Św. Wawrzyńca. Po kościele nie znajdziesz tam kamienia, za to bedeer stanął jak wieża w pewnym momencie i odpadł od ziemi. Ja odpadłem od Lecha, do którego zapewne zawitam na wiosnę. Na zimonośnych balonikach podążałem ku wolsztynkowi, wraz "ze wzniosłym się". Balonem. Niebezpiecznie jeździć po ulicach, gdy wszyscy zadzierają głowę w górę w tym i kierowcy. Zadzierają...
Rozstaliśmy się na drzymałowsko-komorowskiej drodze. Ja podążyłem oczywiście na wschód. Tak jak i teraz. Bo moja kuchnia położona jest od wschodu. A tam...wrzątek, rum na kościach i faceliowe wonie.
Apsik.
Niałek Wielki koło Wolsztyna, wyjazd z wioski, po lewej stronie.

środa, 23 listopada 2011

Edward Tomiński (część piąta)

Edward Tomiński z dziećmi sączkowskiej szkoły.
O Edwardzie Tomińskim, wspominam tutaj od czasu do zawczasu. Przyczynkiem do napisania tego posta była (niestety) bzdura, którą przeczytałem w internetowym wydaniu książki Zygmunta Poniedziałka, zatytułowanej: "Wolsztyn, od lokacji do transformacji". Otóż w rozdziale VI dotyczącym m.in. szkolnictwa w Wolsztynie, napisano: "Drugim sprawdzianem nauczycielskiego solidaryzmu był okres niemieckiej okupacji. Swe obywatelskie zaangażowanie w pracę dla odrodzonej Ojczyzny i żarliwą patriotyczną postawę wielu wolsztyńskich nauczycieli opłaciło życiem. Na polu walki lub w kazamatach hitlerowskich więzień i w obozach koncentracyjnych zginęli: Antoni Sturny, Wiktor Wandycz, Stanisław Roj, Stanisław Grzybowski, Antoni Jujka, Ignacy Kaleta, Walenty Kuska, Franciszek Gryca, Ludomir Olejniczak, Stefan Sobieszczyk, Wiktor Primke, Władysław Majda, Piotr Mazur, Marian Pusch, Julian Prauziński, Edward Tomiński, Stefan Rysman i Czesław Maszner". 
Uważam, że utożsamianie się z Wolsztynem, pisanie o nim jako o swoim mieście, mieszkając na drugim krańcu Polski, na Żywiecczyźnie, udostępnianie innym swoich wspomnień jest jak najbardziej pożądane. Niepożądane natomiast jest a nawet wręcz wielce wzburzające i bulwersujące, przekazywanie nieprawdy historycznej, by nie nazwać jej kłamstwem. Nie można pisać, że kierownik szkoły w Bronikowie - Stefan Rysman, czy kierownik szkoły w Sączkowie - Edward Tomiński, "zginęli w kazamatach hitlerowskich więzień i obozach koncentracyjnych". 
Po raz enty podam zatem, iż wymienieni bohaterowie wraz z chociażby kierownikiem szkoły w Dłużynie - Alfonsem Kostrzewskim, zostali zmobilizowani do 55 pułku w Lesznie i skierowani do Ośrodka Zapasowego 14 Dywizji Piechoty w okolice Kutna. W drugiej połowie września 1939 roku, znaleźli się prawdopodobnie w okolicach Brześcia, gdzie wzięto ich do niewoli sowieckiej osadzając ich w obozie w Starobielsku. Wiosną 1940 roku zostali przewiezieni z obozu do więzienia NKWD w Charkowie, gdzie ich pomordowano...
Pamięć o nich ale także o innych na terenie "wolsztyńskim" trwa i ma się dobrze. Wiedza o tych osobach ale i wielu podobnych w obecnych czasach, jest praktycznie wszechobecna i ogólnodostępna. 
Dla tych którzy chcą. 
Mam nadzieję, że bzdurosłów, który znalazł się w "książce" Zygmunta Poniedziałka, wziął się po prostu z niewiedzy autora i małej rzetelności do podjętego tematu.
Edward Tomiński - stojący jako pierwszy z prawej.
 Cześć ich pamięci.

wtorek, 22 listopada 2011

Biało-czerwoni

...i niech mi nikt nie...że liściopad jest ponury. Mo-lo i je-zio-ro.

poniedziałek, 21 listopada 2011

Chodź tu do mnie

Dziś w nocy przymroziło. Warstewka lodu pojawiła się na jeziorze. Znajome łabędzie witały mnie radośnie w drodze do Fontainebleau. Mewy narobiły na wszystko co możliwe. Zwierzęta, to najwdzięczniejsze stworzenia na ziemi. 


Promenada w Wolsztynie, pomiędzy molo a Muzem im. Marcina Rożka.

niedziela, 20 listopada 2011

Niedzielny obiad

Rosnące w siłę wolsztyńsko-bielnikowe koty.