Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tłoki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tłoki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 marca 2018

Piekło-niebo, piekło-niebo


sobota, 31 maja 2014

Pulteram

Tłoki, 31 maja 2014, pulter u panny młodej.

poniedziałek, 18 listopada 2013

Tłoki i inne mżawkowe uroki (część pierwsza).

Niedziela, 17 listopada 2013, godz. 14:40. Temperatura w plusie 5 C, co odpowiada w zupełności moim normom w zapotrzebowanie ciepła. Obrany kierunek wschodni, początkowo bezcelowy, później kształtujący się coraz bardziej. Do Tłok, przez pierwsze kilometry zimno w palce u rąk. Moja ciepłokrwistość przydaje się w takich chwilach, gdyż dalej jest już tylko lepiej i cieplej. Przed Tłokami przejazd kolejowy - w lewo budynek Dworca PKP a w prawo zaniedbany dobytek czy przybytek straszący już kilka lat. Prosto do wsi i dalej do Zdrogowa, gdzie koło kapliczki w lewo i przez wieś Cegielsko. Bruk po drodze, coraz rzadziej spotykany. W  Rostarzewie, kręcę dookoła Rynku półokrąg, po czym na północ w kierunku Stodolska. Przy wiadukcie kolejowym zatrzymuję koliflałera na dłużej. Zaczyna mżyć.
Tłoki, droga do wsi.
Tłoki, Polska.
Tłoki, budynek Dworca PKP.
Droga z Cegielska do Tłok,
i w kierunku przeciwnym.
Cegielsko w kierunku Rostarzewa.

sobota, 8 czerwca 2013

U mnie wszystko w porządku

Dziś koliflałerowałem do Tłok od wolsztyńskiej ulicy Powstańców Wielkopolskich, potem w lewo do Nowych Tłok, przecinając katrzydziestkędwójkę prostopadle i mijając przed tym, po drodze w leśnym zagonie tych którzy wczoraj (w dniu seksu) nie zdążyli się wyseksić.
Droga do Tłok.
W kierunku Rostarzewa - na horyzoncie widoczna wieża kościoła.
Zabudowania kolejowe - budynek mieszkalny i gospodarczy. "Pekapeesa wyzbywa się tego typu budynków, bo nie ma na premię dla prezesów" - powiedział nieznany mi mężczyzna zatrzymując się koło mnie na długość sporta.
Gdy z Nowych podchodziłem pod pagórkowatość wyższą, na horyzoncie pojawił się kładowróg. Kładowróg, jadąc w moim kierunku podnosił spore ilości piaskokurzu, ale zwolnił psia jego mać, zwolnił a tylko by tego nie zrobił. Tylko by spróbował na takiej prędkości mnie minąć. Usta miałem pełne śliny a w opluwaniu innych to mam doświadczenie niezłe. Nauczyłem się kiedyś, jakieś osiem lat temu albo sześć. Nauczyłem się tej sztuczki po tym jak pluto (nie pies, nie, nie) w moim kierunku już z daleka. Ale nie rozwijam tego wątku bardziej, bo i po co. Nieważne. Kładowróg zwolnił z dwadzieścia metrów przede mną a mijając mnie to już jak przedszkolak jechał ładnie i dostojnie.Ja na dwóch kołach mniej od niego spokojnym krokiem podszedłem na wierzchołek, bo o jeździe to mowy nie było po zatrzymaniu, taki tam piach żywy. 
Jak wyżej - budynek mieszkalny.
Pojazd na drodze polnej w którym trwała orka.
Jeszcze jedno z tej trasy muszę zapisać, zapisać i walnąć tak zwaną grzywką o parapet. Mianowicie, mianowicie...o czym to ja chciałem. Aaa... 
...Chciałem o tym, że słyszałem klangor żurawi. W środku lasu, nie napiszę gdzie. Nie podam jak na tacy w jakim miejscu to było. Usiadłem na trawie, komary i owadopodobne na moim spoceniu i słuchałem...przepiękną pieśń. Cudownie układająca głowę w ład.
Nowe Tłoki z kierunku drogi 305.
Ten sam kierunek, z pagórka po opadłych tumanach kurzu.
Koliflałer w zaroślach - już na Szlaku Żurawim.

Zapisek szprychowy:
Dziś trasa: Author 2.

poniedziałek, 27 lutego 2012

Gramy w zielone

Dobra. Nie będę owijał w bawełnę. Dzisiejszy telefon a raczej telefony, które odebrałem totalnie mnie zaskoczyły. Zwłaszcza ostatni. A już było tak blisko nieba. Musiałem jednak zadbać o Najbliższą. O jej radość. Myślę, że też i szczęście. 
Przyjdzie pewnie jeszcze dzień i pora na lot. Na mnie. Pewnie przyjdzie. Nie dla siebie żyjemy bowiem...pisałem kiedyś i piszę.
...Pierwszego złapałem eSPe-BeDeeRa, nad Garbarnią.
Nie było możliwości jednak żebym nie dorwał eSPe-BERa. Zatankowałem przecież wczoraj do pełna.
Nad cmentarzem komorowskim zbliżyły się do siebie chyba z szacunku dla miejsca a na górce adamowskiej...cóż, czasami coś mi się udaje.
Ustawiłem się na torach w Tłokach. Nie tylko ja na nie czekałem.
Gdy zostałem zapytany, przez ekipę naziemną, który jest ładniejszy, odpowiedziałem przekornie że..."czerwony". Prawda jest jednak taka, że "zielony" daje nadzieję. I mi dziś dał ją też.
Pozdrawiam tych na górze i tych na dole. Bo najważniejsza jest dobra zabawa. 
Dziękuję.
Ekipy naziemne.
Dałem się namówić na bonusa.