W dniu 26 kwietnia 1984 roku "poznałem"...w Poznaniu, na prapremierze widowiska zatytułowanego: "Miłość, czyli życie, śmierć i zmartwychwstanie zaśpiewane: wypłakane i w niebo wzięte przez Edwarda Stachurę" - Edwarda Stachurę.
Od tamtego dnia, wszystko się w moim życiu zmieniło.
Wszystko.
Powiedziałem to dziś Jackowi.
Koncert, który śpiewająco - wypowiedział, był tą Kolacją, na którą czekałem od 26 lat. Ba! Kolacji tej bym nie zjadł, gdyby nie moja Fiolka!
Dziękuję!
Jacek, zanim podpisał "historyczny" program, chwilę myślał.
Dojrzałem drżącą rękę.
- to dwadzieścia sześć lat już - powiedział, ale wtedy się bałem...napomknął,
- a córka połknęła bakcyla po tacie? - zapytał,
- tak - odpowiedziała twierdząco Patrycja.
Dzisiejszy koncert, obcowanie z niezwykłymi ludźmi uświadomił mi, że wiele czasu trwonimy na bezsensowne konflikty, zamiast skupiać się na rzeczach zasadniczych.
I dopiero, kiedy umierają, stwierdzamy, że już jest za późno...



