Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chorzemin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chorzemin. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 czerwca 2018

Don't complain (nie narzekaj)

niepotrzebnie schowałaś się
wśród brzóz
i tak jesteś od nich piękniejsza
nasturcjowo piękniejsza

zupełnie nie musiałaś uciekać
ale szanuję cię za ucieczki
za delikatność szelestu
i ten pył zakwitania

za każdym razem cię odnajdę
z trawą we włosach zapachu wrzosu
a potem otworzę gitarę
i mchem cię utulę




czwartek, 26 kwietnia 2018

ale zmokłem - będą grzyby


środa, 28 marca 2018

autostrada kiełpińska

Pomiędzy Chorzeminem a Kiełpinami

niedziela, 17 września 2017

z nienawiści do drzew

Te smartfonowce powstały 17 czerwca 2017 roku, podczas jednej z moich wycieczek biegowych - z miłości do lasu...
 Pomiędzy Chorzeminem a Nowym Młynem.

sobota, 27 lutego 2016

Niech pan spojrzy tam

"...Niech pan mi wierzy, wracam do domu, to muszę się od początku do siebie przyzwyczajać, zbierać się aż gdzieś od dzieciństwa, od pierwszych słów, pierwszych myśli, pierwszego płaczu, żeby znów poczuć, że to ja..."
Fotokomórzaki z dzisiejszej dwudziestokilometrówki biegowej pod Kiełpinami.
Tekst: Wiesław Myśliwski.

piątek, 2 października 2015

Może jutro zgaśnie słońce. Przecież może.

w kierunku Tuchorzy od Chorzemina

czwartek, 1 października 2015

Gaska w Chorzeminie

o tym, że tą gaską, we wsi Chorzemin, to bodaj pierwszy raz szło mi iść w życiu moim przecie niekrótkim w swojej wymowie
 

niedziela, 27 września 2015

Nie uwierzysz!!!

Widziałem dzisiaj księżyc, jak co dnia, jak co wieczór, jak co noc, ten twór kosmiczny, którym z racji astralnych ustawień, dziś zajmują się wszyscy i że to cieszy, że buduje, że chociaż raz na osiemnaście lat inni spoglądają w górę i może poprzestanę na tym, obejmując wzrokiem słońca sen, sprawcy jakby nie było tego zamieszania.
Chorzemin do Kiełpin.

piątek, 10 kwietnia 2015

do maja

o izolacji od zwierząt czteronożnych a nawet dwunożnych, bez względu na wiek, wykształcenie i ilość wypitej wódki, bez względu na, bez...bo najlepiej jest...bez...

czwartek, 19 marca 2015

Pożegnaj Aleksandrę gdy odchodzi...

i Aleksandrę utraconą też...
"Jakby nastrój się wieczoru zmienił
miłości Bóg już zbiera się ku drzwiom
z Aleksandrą wspartą na ramieniu
spod straży serca wyprowadza ją

i już w nieważką rozkosz uniesieni
zapletli się i pojaśnieli w biel
i lśniąc nad wszystkie twe wyobrażenia
nikną wśród słów i podzwaniania szkieł
...
chociaż w twojej dziś pościeli spała
choć pocałunki jej budzą cię co dzień
nie mów że ci wszystko się zdawało
nie zniżaj się do takich tanich scen..."


Wciąż Chorzemin las

dziś w zachodach łamałem
stopami gałęzie powalonych sosen
wczoraj
wcześniej
kiedyś tam
nie potrzebowałem tego widzieć
a dziś
szyszki wąchałem
które obok
zapisały kurz mych stóp
bezpowrotnie

Tekst zacytowany Michał Kuźmiński.
Obrazy paśnikowe chorzemińskie.

środa, 18 marca 2015

O wiele bardziej samotny niż powinien

co noc zamykam oczy
dlatego nie muszę oglądać światła 
tak jasnego
pomarzę o pochmurnym niebie

Chorzemin, las.

wtorek, 17 marca 2015

lecą żurawie

o wypatrywaniu ich już jakiś czas tego roku, nie przez lornetki czy inne tele, nie przez te soczewki przykręcane do całości, które utraciło się bezpowrotnie tamtego dnia, nie, ale o wypatrywaniu słuchem i okiem nieuzbrojonym, chociaż moje oko nieuzbrojone to mało już widzi, no może nie mało, ale gorzej niż wtedy, chociaż, chociaż..., dziś do południa widziało całkiem dobrze, potrafiło z pięćdziesięciu metrów ładnie pozwolić uderzyć tym co wypadło z tego co trzymało się w ręku, ale nie o tym chciałem tylko o wypatrywaniu ich już jakiś czas tego roku, i napisać, że nie korzystając z przebrania, czołgania, ostrożności i dbałości, rzuciło się dziś koliflałera w trawę, wydobyło zatrzymywacza obrazu i idąc w ich kierunku naduszało się palcem wskazującym to co miało się naduszać dziwiąc się, z każdym krokiem, z każdym gestem, że jeszcze stoją, że jeszcze milczą, że jeszcze...bo jak mnie już zobaczyły, to klangor był niezły na okolice, ale tak piękny, że teraz zamykam oczy i go słucham, póki co sam, ale wszystko jest do kupienia, pytanie tylko za ile, jest do kupienia, jest...

poniedziałek, 16 marca 2015

Mruczenie Tao

mruczał -
kiedy drzewo obrócisz w popiół
z popiołu drzewa nie wywikłasz

ale popiół nie powstanie
bez istnienia drzewa

drzewo posiada swoje przed i po
tak samo jak popiół ma swoje
przed i po istnienie

drzewo po spaleniu na popiół
nie może znów stać się drzewem
tak po śmierci do życia nie możesz
powrócić

dlatego życie ma swój czas
jak i śmierć

wszystko ma swój czas
tylko TAO nie ma początku
i nie ma końca

mruczał stary Zhang
ułożył się twarzą
do zwierciadła gwiazd
zmarszczył brwi
zmrużył powieki - mamrotał:
życie ma swój czas
jak i śmierć
Taoniemapocz... Taoniemakoń...
Taoniemapocz... Taoniema...


Do wiersza Stana Borysa - dzisiejszy podchorzemiński leśny standap.

czwartek, 27 listopada 2014

A tyle pieśni przed nami

"...I oto nadeszła pora
czernienia traw zżętych.
Pozostał za nami
kosmos jesienny.
Przyszło nam u drogowskazu
z napisem "donikąd" stanąć,
a w nas słowa jak ptaki zmoknięte,
a w nas myśli strachliwe jak zając..."

Do słów Wojtka Bellona, podchorzemińskie pole.

piątek, 15 sierpnia 2014

Wniebowzięcie

Dziś 15 sierpnia - Święto Matki Boskiej Zielnej - patronki ziemi i jej bujnej roślinności. Jak bardzo się cieszę, że w dobie przedstawień pt. "robimy paradę wojskową dla Rosji" - istnieją jeszcze takie święta, co prawda nietolerowane przez wszystkich, ale szczere do bólu i nie na pokaz - w odróżnieniu od.
Cieszę się też, że wniebowzięcia niezależnie od tego czy się jest przy drodze do Chorzemina, czy po przeciwnej stronie Jeziora Wolsztyńskiego (a patrząc zgodnie z kadrem wypada na FalaPark) są możliwe. Nietolerowane co prawda przez wszystkich, ale możliwe. Dla tych co wierzą...


piątek, 23 maja 2014

Na sianecku sianie

Rznięcie siana od samego rana.

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Siwki w Chorzeminie

Moja wczorajsza tęcza, mogła zapowiadać tylko jedno: paradędżenderjegomaćrówności. Nic jednak mylnego...chociaż. Czy aby na pewno?
Siwki, to nie inaczej jak korowód przebierańców, znany a praktykowany coraz rzadziej w Wielkopolsce, odbywający się we Wielkanoc (w przypadku Chorzemina w drugie święto), mający na celu wyrażenie radości ze zmartwychwstania Jezusa Chrystusa.  Ostatnimi laty, siwki pojawiają się w okolicznych Wolsztynowi wsiach, to jest Niałku Wielkim, Chorzeminie czy Siedlcu (w tym roku siedleckie siwki "nie wyszły").
Miałem przyjemność uczestniczyć dziś w siwkach chorzemińskich, gdzie mnie omurzono i nabito baciskiem jak i gdzie trzeba. 
Tak, o śmingusie-dyngusie oraz o "siwkach" z początku XX wieku, które zapamiętał z Nieborzy, koło Siedlca, pisał mój dziadek Jan Tomiński. 
"...W drugie święto polewaliśmy się wodą. Robiliśmy sobie sikawki z czarnego bzu. Mieliśmy w domu dużą sikawkę drewnianą, która służyła jako irygator dla świń. Tymi zabawkami wzajemnie się oblewaliśmy. W Siedlcu chłopacy czatowali z sikawkami za dziewczętami i przechodniami. Do polewania używali „łużycy” - gnojówki.
W drugie święto pewnej Wielkanocy przyjechał powinowaty z rodziną - z matki strony, rówieśnik starszych sióstr – Józef Przymuszała. Stał pod piecem a po jego bokach stały moje siostry - Bronia i Frania. Józef poprosił o filiżankę z wodą do napicia. Napił się trochę i postawił naczynie na piec, opowiadając im coś interesującego. W pewnej chwili nieznacznie sięgnął garnuszka, wodą polał na siostry. Był z tego wielki krzyk, kwik i śmiech.
W drugie święto w wioskach „latał siwek”. Jako chłopiec poszedłem z starszymi siostrami i bratem do Nieborzy, na „siwka”. Przodem biegł „siwek” - chłopak ubrany w białe „gatki” (majtki). Na plecach i przodzie miał umocowane sznurkiem przez ramiona dwa rzeszota okrągłe, okryte białą płachtą, która u dołu spadała luźno. Do przedniego rzeszota, była umocowana biała płachta wypchana sianem jak głowa, pyskiem była stopa. Przy niej umocowane lejce. Na głowie miał szpiczastą papierową, wysoką czpkę. Przy głowie konia był umocowany papierowy bukiet kwiatów. Siwek biegł przodem, trzaskał batem, podrygiwał i gonił dzieci, gdy natrętnie się do niego zbliżały. Za końcem szedł kominiarz. Czarnymi rękami głaskał dziewczęta, jeżeli mu się udało. Wywijał miotłą. Następnie szedł niedźwiedź, prowadzony przez cygana. Chłopak za niedźwiedzia ubrany był w kożuch, włosem na wierzch. Na głowie miał odpowiednią maskę. Nogi również miał owinięte skórami. Szedł nieraz na czterech. Cygan prowadził go na łańcuchu. Gdy niedźwiedź łapami się opierał, obkładał go grubym kołkiem. Następnie szedł „dziod i lala” z koszykiem. Szli pod rękę. Za nimi orkiestra. Jeden grał na harmonice, drugi bębnił w garnek, trzeci miał instrument imitujący „basy” - deskę około półtora metra długości. Po jednej jej stronie były przeciągnięte trzy druty. W środku deski oparte były na puszce od opiekanych śledzi. Kijem pociągał po drutach. Szli przez wieś zwartą grupą. Wchodzili do każdej zagrody. Przed domem orkiestra grała, „dziod i lala” tańczyli. Tańczył i niedźwiedź, koń i kominiarz. „Baba” otrzymywała jajka, kiełbasę, powidła. Jeżeli wrota były  zamknięte, kominiarz przeskakiwał przez nie. Nawet niedźwiedź gramolił się na nie. Po obejściu wsi odbywała się zabawa. Uzbierane produkty częściowo rozdawano biednym w wsi, tym co mieszkali w gmińskiej izbie..."