niedziela, 12 grudnia 2010

Wolsztynówki-zimówki : pod osłoną

Późnobarokowy Kościół pw. Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej w Wolsztynie z drugiej połowy XVIII wieku. Najcenniejszy zabytek w mieście. Ujęcie z "promenady", przesmykiem gaskowym w ulicę 5 Stycznia i Kościelną.

sobota, 11 grudnia 2010

Wolsztynówki-zimówki : śniegocisza

Zamarznięte Jezioro Wolsztyńskie w kierunku pomostu i "kawiarenki", na Bielniku. W Wolsztynie rzecz jasna. Z ulicy Rzecznej cichutko utrwalone.

piątek, 10 grudnia 2010

Wolsztynówki-zimówki : zakopane

Jadące samochody, gdyby jechały, jechały, jechały prosto na mnie, dojechałyby, dojechałyby, wjechałyby do jenziora - jenziora jak to Henio mówi. 
Ulica Poznańska w Wolsztynie. W prawo zaś, za zakopanymi, ulica 5 Stycznia. Ano!. 5 Stycznia i co dalej? My wolsztyniacy wiemy, że to na cześć Powstańców Wielkopolskich, którzy tego dnia, roku 1919 wkroczyli do miasta. Podpułkownik Stanisław Tomiak, tak wspominał tamte czasy : "O 4.00 rano obudziły mnie wystrzały. Po krótkiej walce powstańcy wypierają niemieckie posterunki ze wschodniego krańca miasta. Niezdobyta jest poczta i stacja kolejowa, gdzie Niemcy rozstawili kulomioty. W południe doszło do zawieszenia broni i negocjacji. Kapitan Kazimierz Zenkteler ogłosił ich wyniki zgromadzonym na rynku powstańcom. Ci byli jednak niezadowoleni i mimo rozejmu biegiem rzucili się w stronę dworca oraz poczty. Zaskoczone wojska niemieckie dały się rozbroić lub uciekły. I tak, Wolsztyn stał się wolny...
Szkoda, że ulica 5 Stycznia w Wolsztynie jest niedopowiedziana. Warto to zmienić.  Chociażby dla tych krasnali i krasnoludków. Które przyjdą na świat.

czwartek, 9 grudnia 2010

Wolsztynówki-zimówki : choinka-rogozinka

Na dniach w Wolsztynie, na Rynku, roześmiała się choinka. Zawtórowała przy niej fontanna-hosanna, może i piękniejsza od prawdziwego wodotrysku, który do jesieni, przez dni kilka rozweselał. Niektórych. Te skądinąd drogie drobiazgi pozytywnie wpływają na małomiasteczkowych tubylszczaninów. Choinka-rogozinka, bo tak ją sobie nazwałem na cześć (nowego~starego burmistrza-Andrzeja Rogozinskiego) usposabia wolsztyńsko (to znaczy pozytywnie-ciepło) wszystkich chyba w ten cholerny zimowy czas.
Od poniedziałku zapowiadają oberwanie chmury a potem oberwanie słupka rtęci...
Nie ukrywam - wolę lato, ale z zimą sobie radzę. Narzekając. I nosząc kalesony, które zdejmuję tylko na dwa tygodnie w lipcu. 
Wracając do domu, zasłuchałem się w chrzęst mokrego śniegu pod nogami...chrump, chrump, chrump, chrump. Piękna melodia, pomyślałem. Piękna, jak wiersz Józka Czechowicza, którego uważam. 
Za jednego z. 
Najmiasteczkowszych.

"W zmierzchu i śniegu ogród to drzeworyt.
Między smutnymi chochołami biegają dzieci.
W zmierzchu i śniegu roztajały kolory.
Szron świecił.

Maleństwa, kulki futrzane, wełniane
na krótkich nóżkach w pałąk-
a moje dzieciństwo, tyloma już śniegami zawiane,
raz jeszcze smutkiem zawiało.

Ciągną sanki, zostaje niebieski ślad;
rzucają pociski śnieżne, dziurawią zmierzch,
który ranny i siny na śniegach się kładł
nieuchwytny jak perz.

Czyjś głos woła na dzieci - wychodzą.
Tu tylko linie drzew.
Drzewa cieniami się grodzą.
Skąd cienie? zaczyna się latarń gazowych śpiew.

Tylko zmierzch żółkniejący i tylko chochoły.
Z nieruchomych gałęzi sypią się konstelacje gwiazd
Dalekie dzwonią pod śniegami kościoły
W każdym z zaśnieżonych miast".

wtorek, 7 grudnia 2010

wolsztyński Marek Kamiński

W kierunku północnym. Skrzyżowanie drogi K32 z ulicą Komorowską w Wolsztynie. W oddali kościół pw. św. Józefa.

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Wolsztynówki-zimówki : wyprawka

"...Pory roku...od jak dawna są, od początku, i to się nie znudziło jeszcze nikomu. Znudziło się już niektórym wszystko na tym świecie: miłość, sława, pieniądze, napoje, zabawa, życie nawet, śmierć nawet jest im nudna, mówią, ale komu, komu znudziła się wiosna, lato, jesień, zima? Tak pytam. Ten, który powie, że jemu, ten jest tylko po prostu niepoprawnym pozerem.
Pory roku. Te cztery najpiękniejsze zmiany bielizny dane są. To jest prezent. To jest wyprawka każdego, czy chrzczony, czy nie...
...A tu była zima. Pierwszy świeży miesiąc zimy. I pierwszy prawdziwy, świeży mróz trzymał w kleszczach ziemię, wodę, drzewa, no i resztę. Na szczęście śnieg spadł jak z nieba. Puszysty i suchy, on trochę łagodził żelazną rękę...".


Od lewej : blok nr 11 i 8 przy ulicy Garbarskiej w Wolsztynie, po prawej komunalny budynek  wielorodzinny, przy ulicy Słonecznej 4e.

niedziela, 5 grudnia 2010

Wolsztynówki-zimówki : skrobaczka


Przystanek na żądanie, powiedzmy, że przynależny do ulicy Garbarskiej w Wolsztynie, przy drodze E-32. Zatrzymuje się tutaj jednak tylko z jeden autobus. Albo dwa. Często siedzę w tej budce. Tak by posiedzieć. Z Jasiem oczywiście.

sobota, 4 grudnia 2010

Wolsztynówki-zimówki : kierowco zwolnij

...albo nie jeźdź w ogóle. Tak jak ja do dzisiaj. W końcu wygrałem walkę z zamarzniętym od czterech dni zamkiem od mojego mustanga. Cóż za sukces !!!!

Obwodnica~droga obwodowa Wolsztyna E-32, widziana z ulicy Garbarskiej. Za wielkim murem niewidoczna ulica Spokojna. I widoczna "srebrna" - moja miłość.

piątek, 3 grudnia 2010

Wolsztynówki-zimówki : dziękujemy

...za śnieg. Cholera jasna.


Droga K-32 na wysokości ulicy Garbarskiej w Wolsztynie.

czwartek, 2 grudnia 2010

Markowice (epilog)

Rozpalony kominek suszył przemokniętą kruszwickim deszczem odzież. Osiemnastoletnie trunki dobrze radziły sobie z zasolonym inowrocławską solanką gardłem. Stół nakryty niczym na ostatnią wieczerzę, myśl, że w wyższych partiach tego gmachu zakonnego czekał na mnie pokój z zaścielonym łóżkiem, sprawiło, iż poczułem się całkowicie objęty i przejęty Markowicami.
Zza okna, z parku, skromnym wzrokiem, spoglądał do sali kominkowej tutejszy onegdaj superior, śląski chłopak, błogosławiony ojciec Józef Cebula OMI, zamordowany w hitlerowskim obozie koncentracyjnym w Mathausen;
spoglądała Maryja
ze swoim synem Jezusem.
Spoglądał Powstaniec Wielkopolski - Wojciech Zgodziński, pochowany na przyklasztornym skwerze. Zdawało mi się nawet, że pod oknami przemknęły cienie Latosiego i Mrowca, dwóch braci, którzy w czas wojny włamali się do kościoła i wykradli Figurę Matki Bożej, przekazując ją na przechowanie Antoninie i Michałowi Roszakowi z tutejszej wsi.
Gdy przechyliłem się na  krześle, zauważyłem nawet markowickie kaczki, które ustawiły się  w szeregu, Bóg wie dlaczego...  
...Bóg wie dlaczego. Co najmniej dziwnie, brzmią takie słowa w Takim miejscu...
Przy strzelających radośnie świerkowych szczapach, myślami jeszcze raz wróciłem do przepięknie odnowionego kościoła. W 2006 roku, kiedy zatrzymałem się tutaj w drodze na pogrzeb mojego nieodżałowanego przyjaciela Sławka, trwały prace remontowe. Wewnętrzne tynki zbito do cegły. Co powstało przez te kilka lat, trudno opisać słowami. 
Wojtku dziękuję. Dziękuję za spędzone z Tobą chwile. Za chwile z Królową Kujaw. 
Jak powiedziałem : świat przy Tobie staje się inny. Lepszy.
"Z każdego pokolenia, języka, ludu i narodu".



Fotografie umieszczone w postach: Kruszwica (tetralogia kujawska), Inowrocław, Markowice (preludium) i tymże wykonałem w dniach 20-21.11.2010 roku.