poniedziałek, 6 stycznia 2014

Jezioro Piekiełko

Pomiędzy Jeziorem Brajec a Jeziorem Kuźnickim, tak w połowie drogi, za naturalnym oczkiem wodnym, niedaleko leśniczówki Jelonek, położone jest Jezioro Piekiełko. Byłem tam pierwszy raz ale na pewno nie ostatni.
Dojazd do Jeziora ze szlaku bodajże niebieskiego. Jezioro za plecami. W lewo do Kuźnicy Zbąskiej.
Stojąc na wprost jedynego (więcej nie dostrzegłem) pomostu, po lewej stronie słońce tworzyło swoje.
Słońce schowało się kilka chwil, by znowu uderzyć z podwójną siłą...

niedziela, 5 stycznia 2014

95 lat po wyzwoleniu Wolsztyna

5 Stycznia 1919 roku, Wolsztyn został wyzwolony spod trwającej 123 lata niewoli pruskiej. Dziś, 95 lat po tym wydarzeniu, od wczesnych godzin rannych w Wolsztynie, odbywały się uroczystości upamiętniające tamte chwile, tamtych ludzi. Uroczystości dla mnie bardzo ważne a i osobiste.
5 Stycznia 2013 widziany po chalupczakowemu...

sobota, 4 stycznia 2014

Leśny ludek znowu nadaje

W części pierwszej (leśnego ludka), lat temu kilka prawie, się napisało: ależ dzisiaj gwiazd na niebie. Zwiastunów nocnych. Samotników podniebnych...Stojąc przed chwilą pod nieboskłonem, uświadomiłem sobie. Moje szczęście. Wyborność serca. Ciszę rozumu i ulotność duszy. Uświadomiłem sobie leśność moją nieskazitelną i uzależnienie. 
Od nikogo.
Informuję, że nic się nie zmieniło.

Pomiędzy Jeziorem Brajec a Jeziorem Piekiełko. Pierwszego stycznia 2014.

piątek, 3 stycznia 2014

Angrybirdy potrzebną te jajka

Zielone świnki, ukradły jaja stadzie ptaków. Te zrobią wszystko by je odzyskać...
Janek jak nikt inny inspiruje mnie do łączenia swojego, jakby nie było jeszcze dziecięcego świata z moim - jeszcze nie dziecięcym światem. Niektóre ptaki potrzebują jaj, by wydumać z nich hokusy-pokusy lub inne czary-mary. Jeśli ja jestem ptakiem, to jajami są moje wędrówki...
Jezioro Brajec i dookolność pobliska. W noworoczne południe, południe bardziej ciche niż sen.

czwartek, 2 stycznia 2014

Odbiłem się, żebym nie wjechałem

Południowa noworoczność biła ciszą po moich skulonych w ciepłej czapce uszach. W pobliżu Morskiego Oka napotkałem parę pieszych.
- Od pałacu idziemy i gdzie teraz do Wolsztyna, zagadnął On?
- A w tamtym kierunku droga dokąd prowadzi, serwował nerwowo pytanie za pytaniem?
- Tam...wstrzymałem na chwilę oddech...tam do Tuchorzy, Kuźnicy albo...do Borui - tam ja się udaję, dopowiedziałem niemrawo, nie wierząc sam w to co mówię.
- Niech pan uważa, powiedziała Ona na odchodne, bo dziś jest ślisko...
Czterysta metrów dalej witała mnie pozdrowieniami grupa nordyckich chodziarzy, życząc noworoczności na Serdeczny Rok. Odpowiedziałem im krótko, czując jednocześnie szarpnięcie kierownicy. Wyrwa w którą wpadłem zmusiła mnie do zmiany kierunku jazdy. Skręciłem kierownicą w prawo gdzie w poprzek leśnego duktu drewniany drąg grodził wjazd. Ominąłem go w momencie w którym powinien nastąpić upadek. Nie słyszałem nic więcej oprócz zimnego potu występującego mi na plecach...

Okolice Jezioro Wioska i stawów na Ruchockim Młynie.

środa, 1 stycznia 2014

Czarów nie ma, ale są czarodzieje

O roku, który przyszedł tak jak minione, czyli spodziewanie o znanej z góry godzinie, o całkiem dobrej kondycji południowo-rannej, pozwalającej na czterdziestokilometrową koliflałerowatość noworoczną, o grogu z żurawiną po powrocie, bo to, że słońce itepe to jedno ale zimę mamy styczniową i wszystko zmarznie a kiedy to kwestia czasu, o doracie z ambry, które jest dobre gdy schłodzone bynajmniej w pierwszostyczniowy wieczór, zaczynający się radośnie, tak jak ten rok, który czarować będę bezustannie.
Rzeka Dojca, wolsztyńska dziewczyna.

Dopisek szprychowy: