środa, 10 lipca 2013

Cinek

Bałtyk wita.
Hubert - dzięki.

Zapisek szprychowy. Trasa Author 8.

wtorek, 9 lipca 2013

Wolsztynówki - chwilówki : Ach serce


ach serce
ćmo szalona
porzucona w ciemnych dolinach
u podnóża rozumu
tłuczesz się
opalonymi skrzydłami
w pogoni za tym
co wielkie i jasne
a przecież
wystarczyłoby podfrunąć wyżej
żeby ujrzeć jak na dłoni
jakie małe
próchnem świecące
są te twoje
urojone słońca


Do wiersza Józefa Barana o tytule "Ach serce".

poniedziałek, 8 lipca 2013

Wolsztynówki - chwilówki: każdy ma swoj upragniony ląd

Wolsztyn, ulica Garbarska.

niedziela, 7 lipca 2013

Żurawie

Gdy je słyszę, zawsze się zatrzymuję. To tak jakbyś usłyszał A Whiter Shade Of Pale, pewnej nocy w Płocku na ten przykład, na dworcu kolejowym. Tak o drugiej trzydzieści dwie w nocy. W przejściu pomiędzy peronami.
Zatrzymuję się zawsze i słucham. W ich śpiewie nie ma melodii ale jest harmonia. I ta tajemniczość. Dzisiaj też tak było, dzisiaj było nawet podwójnie tajemniczo i podwójnie przepięknie, bo dwa razy się zatrzymywałem by posłuchać ich śpiewu, dwa razy w odstępie gdzieś godzinnym. 
- czy pan był kiedyś w lipcu albo w sierpniu w Cisnej ale tak , że w nocy padał deszcz a od rana słońce słończyło przepięknie, zaczynając od plus dwadzieścia jeden o siódmej dwadzieścia?
- nie, nie byłem w Cisnej, nie wiem gdzie taka miejscowość leży - nie wiem czy to wstyd, ale wyczuwam jakąś moją wpadkę w tym zakresie...
- pana wpadka jest poza pana zakresem, skoro pan tego nie przeżył nie może pan przeżyć tej wpadki. Chciałem przyrównać klimat parujących z nocy, podeszczowych wzgórz ciśnieńskich - do klimatu śpiewu tych, dla których zatrzymuję się zawsze, gdy je usłyszę, ale raczej mi się to nie uda.
- myślę, że mam braki w takich sprawach, bo mieszkam w wielkim mieście i daleko od natury i daleko od chwil w których mogę pomyśleć o uciekającym czasie. Lepiej chyba jak zamilknę...
nic to panu nie da, że pan zamilknie i zamknie się sam w sobie.
Ja cieszę się, że mieszkam właśnie tutaj. Cieszę się, że pokochałem okoliczne drzewa, okoliczne łąki, okoliczne chmury i nieokoliczne chmury. Cieszę się. Raduję tym, co mogę chwycić wzrokiem i słuchem. Nikt mnie tego nie uczył. Nikt. Zupełnie...

sobota, 6 lipca 2013

Harley-Davidson w Karpicku

Z okazji czterdziestolecia pierwszego zlotu motocykli marki Harley Davidson w Wolsztynie, odbywa się kilkudniowa impreza upamiętniająca wydarzenia z sierpnia 1973 roku. Motocykliści (ale tylko wybrani) mają możliwość rozbicia się(!) i świętowania na polu namiotowym w Karpicku - wsi położonej koło Wolsztyna. 
Tam byłem dzisiaj i we wjeździe na to pole łobaczyłem łańcuch z jakąś blachą, łańcuch zaporę, lub łańcuch typu: "nie wolno byle komu tu wchodzić".
Nie wszedłem zatem tamże - nawet nie poczułem ducha uruchomienia migawki aparatu, bo nie lubię takich "łańcuchowych". Minąwszy szerokim łukiem zaparkowane tam i tu dwukołówki z silnikiem takim i owakim i jednego osobnika w czarnym ubranku, co rzucał puszką z piwem w kierunku oddawania przez siebie moczu - poszedłem dalej.
Będąc we wsi Chorzemin zatrzymałem się na łuku drogi.
Kilkunastu chłopa siedziało w ogródku tak zwanym piwnym, przysklepowym. Na "dzień dobry" moje usłyszałem chóralne:
- dzień dobry.
Zabrzmiało tak jakbym był znany w tych okolicach i tych zaułkach. Nikt w każdym razie nie rzucał w moim kierunku puszką. Nawet od piwa. 
Gdy zapytałem się czy ktoś z piwogródkowców będzie we wspomnianym Karpicku, oczy wielce otworzone ujrzałem...temat uznałem za zakończony. Zapakowałem zakupionego "Kubusia" w plecak. 
Poszedłem dalej. Na ulicy Rzecznej odpoczynek. Siadłem na ławkę. Zastanowienie nad i ponad wszystkim.

piątek, 5 lipca 2013

Pożegnanie

- niezależnie od pana myśli, nastroju i stanu serca, uważam za zbyteczne rozprawianie o mojej podróży do celu. Jeśli zmienię zdanie, powiadomię o tym niezwłocznie.
- zrozumiałem to już jakiś czas temu. Zrozumiałem to w chwili gdy nikt więcej oprócz nas tutaj nie został.
- to dobrze. To bardzo dobrze. Zrozumienie drugiej osoby jest konieczne dla podjęcia koniecznych decyzji. 
- zatem?
- zatem co?
- zatem żegnaj.

Z przejazdu kolejowego w Chorzeminie w kierunku Wolsztyna i Tuchorzy.

czwartek, 4 lipca 2013

O miłości trochę nienawiści

o tym, że ta dziewczyna grochówkę gotuje wyśmienitą ponad i nawet mamina tak nie smakowała, a to oznacza zdaje się komplement ponad wszystko...no dobrze, niedobrze...o krzyczącym w tej chwili mężczyźnie i wrzeszczącej w tym momencie kobiecie, bo tak po głosach rozpoznaję, że to dwa baranki się biorą za łby, po głosach rozpoznaję dobiegających z dworu i po urywkach słów, które dolatują do uszu i stwierdzam, że tak zwany raban to spowodowany jest kobietą i powstał przez kobietę i teraz się myśli czy kobiety są w całości złe, bez wyjątku, czy też prawie całe wyłączając grochówkę...niemoc mnie dopadła myślowa w tym zastanowieniu, bardzo zatem...przestać pisać o tych bzdurach damsko-męskich o tych dąsach zabalkonowych co teraz, bo teraz to się ma wannę-wanienkę pełną porzeczek czerwonych  z których wyprodukuje się dwa napoje - jeden zwany porzeczkówką a drugi kelerisem na porzeczce i nie ma w tym żadnej trudności - trudnością, to jest oczekiwanie na przefermentowanie owoców, to jest ten najtrudniejszy etap nielegalnego pozyskiwania alkoholu, bo o nim przecież mowa a nie o parasolu, zatem, oczekiwanie na przefermentowanie jest najbardziej zawiłym procesem i trudnym...no dobrze...niedobrze, gdyż mężczyzna do którego nie miałem wracać i kobieta do której nie warto wracać znowu dają o sobie znać ale w drugim wcieleniu, tak można nazwać ich ochotę do wrzasku...ziemia nosi różnych a nie powinna, nie powinna niektórych ale ja nikomu źle nie życzę, jedynie mogę, jeśli trzeba pomóc w sfinalizowaniu swojego koncept-życia, polać porzeczkówkę - sam zjem jednak grochówkę, bo ta dziewczyna...ta dziewczyna fiolkowata...

środa, 3 lipca 2013

Nie śpię przez całą noc (to get some)

jak w kraju w którym żyję, jest pięknie i dostatnie i nikt nie narzeka a wszystkiego jest w bród a nawet wpław i w poprzek i o tych uśmiechach na ludzkich twarzach, uśmiechach szczęścia i radości napisać, że jak się idzie przez wioski okoliczne, sioła i sidła to widzi się nic innego a niekiedy "ukochany kraj, umiłowany kraj" - a gdy się wejdzie w drogę w którą ktoś myśli, że nikt oprócz niego nie wchodzi, to można wypięte pośladki ujrzeć ale nie na siebie tylko na świat i o tym myśleniu, że to w geście uwielbienia dla tego obszaru ludzie pokazują innym swoje pośladki, nieokryte zresztą i nie pisać w tym tonie dalej, by jakiegoś podniecenia nie wzbudzać, bo nie o tego typu sprawy tym razem chodzi, nie o tego typu sytuacje synu.

wtorek, 2 lipca 2013

Mammatus

Wczoraj na wolsztyńskim niebie toczyły się chmurno-burzowe boje. Na południowym-wschodzie, przedzachodnią porą, pojawiły się cumulonimbusy mammatusy, efektowne wymiona maślano-ceglaste.
Od północnego zachodu gnała ulewa, która zakończyła się promienistym zachodem słońca.
Do całości przypasował mi bezimienny wiersz Józefa Czechowicz ze zbioru "Wierszy rozproszonych".


***

widzę toczy się w zwojach kulistych jak bomby
mgieł dymów rzeczy głosów i zapachów topiel
grzmi dalekie trąbią trąby
blask trzepoce się szaro to popiół

Tekst: Józef Czechowicz

poniedziałek, 1 lipca 2013

II Spotkania Folklorystyczne Na Ziemi Wolsztyńskiej

Do teraz przytupuję sobie nogą. Zdaje się, że trafiony pomysł jak nic z tą imprezą i wielkie brawa dla organizatorów. Wczoraj, na wolsztyńskim Rynku pokazały się zespoły z Kębłowa, Ratíškovic w Czechach, Cieszyna i St. Oswald w Austrii (Styria), którzy rozbawili do łez widzów tańcem-klepańcem pośladkowym.