niedziela, 7 lipca 2013

Żurawie

Gdy je słyszę, zawsze się zatrzymuję. To tak jakbyś usłyszał A Whiter Shade Of Pale, pewnej nocy w Płocku na ten przykład, na dworcu kolejowym. Tak o drugiej trzydzieści dwie w nocy. W przejściu pomiędzy peronami.
Zatrzymuję się zawsze i słucham. W ich śpiewie nie ma melodii ale jest harmonia. I ta tajemniczość. Dzisiaj też tak było, dzisiaj było nawet podwójnie tajemniczo i podwójnie przepięknie, bo dwa razy się zatrzymywałem by posłuchać ich śpiewu, dwa razy w odstępie gdzieś godzinnym. 
- czy pan był kiedyś w lipcu albo w sierpniu w Cisnej ale tak , że w nocy padał deszcz a od rana słońce słończyło przepięknie, zaczynając od plus dwadzieścia jeden o siódmej dwadzieścia?
- nie, nie byłem w Cisnej, nie wiem gdzie taka miejscowość leży - nie wiem czy to wstyd, ale wyczuwam jakąś moją wpadkę w tym zakresie...
- pana wpadka jest poza pana zakresem, skoro pan tego nie przeżył nie może pan przeżyć tej wpadki. Chciałem przyrównać klimat parujących z nocy, podeszczowych wzgórz ciśnieńskich - do klimatu śpiewu tych, dla których zatrzymuję się zawsze, gdy je usłyszę, ale raczej mi się to nie uda.
- myślę, że mam braki w takich sprawach, bo mieszkam w wielkim mieście i daleko od natury i daleko od chwil w których mogę pomyśleć o uciekającym czasie. Lepiej chyba jak zamilknę...
-  nic to panu nie da, że pan zamilknie i zamknie się sam w sobie.
Ja cieszę się, że mieszkam właśnie tutaj. Cieszę się, że pokochałem okoliczne drzewa, okoliczne łąki, okoliczne chmury i nieokoliczne chmury. Cieszę się. Raduję tym, co mogę chwycić wzrokiem i słuchem. Nikt mnie tego nie uczył. Nikt. Zupełnie...

sobota, 6 lipca 2013

Harley-Davidson w Karpicku

Z okazji czterdziestolecia pierwszego zlotu motocykli marki Harley Davidson w Wolsztynie, odbywa się kilkudniowa impreza upamiętniająca wydarzenia z sierpnia 1973 roku. Motocykliści (ale tylko wybrani) mają możliwość rozbicia się(!) i świętowania na polu namiotowym w Karpicku - wsi położonej koło Wolsztyna. 
Tam byłem dzisiaj i we wjeździe na to pole łobaczyłem łańcuch z jakąś blachą, łańcuch zaporę, lub łańcuch typu: "nie wolno byle komu tu wchodzić".
Nie wszedłem zatem tamże - nawet nie poczułem ducha uruchomienia migawki aparatu, bo nie lubię takich "łańcuchowych". Minąwszy szerokim łukiem zaparkowane tam i tu dwukołówki z silnikiem takim i owakim i jednego osobnika w czarnym ubranku, co rzucał puszką z piwem w kierunku oddawania przez siebie moczu - poszedłem dalej.
Będąc we wsi Chorzemin zatrzymałem się na łuku drogi.
Kilkunastu chłopa siedziało w ogródku tak zwanym piwnym, przysklepowym. Na "dzień dobry" moje usłyszałem chóralne:
- dzień dobry.
Zabrzmiało tak jakbym był znany w tych okolicach i tych zaułkach. Nikt w każdym razie nie rzucał w moim kierunku puszką. Nawet od piwa. 
Gdy zapytałem się czy ktoś z piwogródkowców będzie we wspomnianym Karpicku, oczy wielce otworzone ujrzałem...temat uznałem za zakończony. Zapakowałem zakupionego "Kubusia" w plecak. 
Poszedłem dalej. Na ulicy Rzecznej odpoczynek. Siadłem na ławkę. Zastanowienie nad i ponad wszystkim.

piątek, 5 lipca 2013

Pożegnanie

- niezależnie od pana myśli, nastroju i stanu serca, uważam za zbyteczne rozprawianie o mojej podróży do celu. Jeśli zmienię zdanie, powiadomię o tym niezwłocznie.
- zrozumiałem to już jakiś czas temu. Zrozumiałem to w chwili gdy nikt więcej oprócz nas tutaj nie został.
- to dobrze. To bardzo dobrze. Zrozumienie drugiej osoby jest konieczne dla podjęcia koniecznych decyzji. 
- zatem?
- zatem co?
- zatem żegnaj.

Z przejazdu kolejowego w Chorzeminie w kierunku Wolsztyna i Tuchorzy.

czwartek, 4 lipca 2013

O miłości trochę nienawiści

o tym, że ta dziewczyna grochówkę gotuje wyśmienitą ponad i nawet mamina tak nie smakowała, a to oznacza zdaje się komplement ponad wszystko...no dobrze, niedobrze...o krzyczącym w tej chwili mężczyźnie i wrzeszczącej w tym momencie kobiecie, bo tak po głosach rozpoznaję, że to dwa baranki się biorą za łby, po głosach rozpoznaję dobiegających z dworu i po urywkach słów, które dolatują do uszu i stwierdzam, że tak zwany raban to spowodowany jest kobietą i powstał przez kobietę i teraz się myśli czy kobiety są w całości złe, bez wyjątku, czy też prawie całe wyłączając grochówkę...niemoc mnie dopadła myślowa w tym zastanowieniu, bardzo zatem...przestać pisać o tych bzdurach damsko-męskich o tych dąsach zabalkonowych co teraz, bo teraz to się ma wannę-wanienkę pełną porzeczek czerwonych  z których wyprodukuje się dwa napoje - jeden zwany porzeczkówką a drugi kelerisem na porzeczce i nie ma w tym żadnej trudności - trudnością, to jest oczekiwanie na przefermentowanie owoców, to jest ten najtrudniejszy etap nielegalnego pozyskiwania alkoholu, bo o nim przecież mowa a nie o parasolu, zatem, oczekiwanie na przefermentowanie jest najbardziej zawiłym procesem i trudnym...no dobrze...niedobrze, gdyż mężczyzna do którego nie miałem wracać i kobieta do której nie warto wracać znowu dają o sobie znać ale w drugim wcieleniu, tak można nazwać ich ochotę do wrzasku...ziemia nosi różnych a nie powinna, nie powinna niektórych ale ja nikomu źle nie życzę, jedynie mogę, jeśli trzeba pomóc w sfinalizowaniu swojego koncept-życia, polać porzeczkówkę - sam zjem jednak grochówkę, bo ta dziewczyna...ta dziewczyna fiolkowata...

środa, 3 lipca 2013

Nie śpię przez całą noc (to get some)

jak w kraju w którym żyję, jest pięknie i dostatnie i nikt nie narzeka a wszystkiego jest w bród a nawet wpław i w poprzek i o tych uśmiechach na ludzkich twarzach, uśmiechach szczęścia i radości napisać, że jak się idzie przez wioski okoliczne, sioła i sidła to widzi się nic innego a niekiedy "ukochany kraj, umiłowany kraj" - a gdy się wejdzie w drogę w którą ktoś myśli, że nikt oprócz niego nie wchodzi, to można wypięte pośladki ujrzeć ale nie na siebie tylko na świat i o tym myśleniu, że to w geście uwielbienia dla tego obszaru ludzie pokazują innym swoje pośladki, nieokryte zresztą i nie pisać w tym tonie dalej, by jakiegoś podniecenia nie wzbudzać, bo nie o tego typu sprawy tym razem chodzi, nie o tego typu sytuacje synu.

wtorek, 2 lipca 2013

Mammatus

Wczoraj na wolsztyńskim niebie toczyły się chmurno-burzowe boje. Na południowym-wschodzie, przedzachodnią porą, pojawiły się cumulonimbusy mammatusy, efektowne wymiona maślano-ceglaste.
Od północnego zachodu gnała ulewa, która zakończyła się promienistym zachodem słońca.
Do całości przypasował mi bezimienny wiersz Józefa Czechowicz ze zbioru "Wierszy rozproszonych".


***

widzę toczy się w zwojach kulistych jak bomby
mgieł dymów rzeczy głosów i zapachów topiel
grzmi dalekie trąbią trąby
blask trzepoce się szaro to popiół

Tekst: Józef Czechowicz

poniedziałek, 1 lipca 2013

II Spotkania Folklorystyczne Na Ziemi Wolsztyńskiej

Do teraz przytupuję sobie nogą. Zdaje się, że trafiony pomysł jak nic z tą imprezą i wielkie brawa dla organizatorów. Wczoraj, na wolsztyńskim Rynku pokazały się zespoły z Kębłowa, Ratíškovic w Czechach, Cieszyna i St. Oswald w Austrii (Styria), którzy rozbawili do łez widzów tańcem-klepańcem pośladkowym.


niedziela, 30 czerwca 2013

Skejtparkowe ostatki

Trwają zdaje się ostatnie prace przy budowie wolsztyńskiego skateparku, przy ulicy Komorowskiej. Lada dzień otwarcie. Lada noc.



sobota, 29 czerwca 2013

Wyjrzyj przez okno

Wyjrzyj przez okno. To wystarczy. W zupełności wystarczy.
Więcej nie musisz nic. Więcej. Cokolwiek ponad to wyśpiewywać.
Okno wymaluj w swoich oczach, tym słynnym odcieniem smutku. Nawet, gdy kontur drzewa-myśli, nie przebiegnie po-myśli. 
Nawet wtedy, gdy dojdziesz do zdajesiędroginiedoprzejścia. 
Wtedy też zamknij oczy i spójrz. I jeszcze jedno. 
Bądź pewny w swojej modlitwie wydumanej i modlitwie wypowiedzianej, bo przez okno zobaczysz wszystko. Tylko prawdę.
Nawet siebie samotnego-bławatkowego. 

Zdjęcie pomiędzy Chorzeminem a drogą z Kiełpin do Wolsztyna.

piątek, 28 czerwca 2013

Stachuriada w Grochowicach. 26 lat później (wystarczy).

 Grochowice, 10.II.67, piątek
Drogi Mój

     bardzo dawno nie pisałem do Ciebie listu. Ty wybacz mi. Ty na pewno wybaczysz mi, bo lubisz mnie (...) i wiesz, że kiedy ustawisz się twarzą do gwiazdy polarnej, to po prawej ręce jest wschód, po lewej zachód, dopiero za plecami południe, ale oprócz tego jest jeszcze dużo dużo innych stron, nieskończona ilość, tyle, ile słońca promieni, i ja tyle ich widzę, że pogubiłem się w tym, pogubiłem się i gubię się coraz, bo chcę tego, a nawet gdybym nie chciał, to nie mogę już i to jest straszliwe, niesamowite i nie wiem, czy dam radę opisać to wszystko, staram się straszliwie, tak bym chciał to opisać, bo to jest to, co musi być napisane, obojętnie już przez kogo, ale musi to być opisane i jeśli już tak jest, że na mnie to padło, to chciałbym podołać, bo szkoda by było, bardzo szkoda. Nie odżałowałbym. Mógłbym nie odżałować.
     Siedzę teraz "w pokoju" u siebie na kwaterze. Zmęczony jestem, ale dobrze. W piecu buzuje, pies smurczy i płakać mi się chce tak czysto, nie ze smutku, nie z radości, tylko z życia samego. Istny płacz (...)
     U mnie na Zrębie roboty mam jeszcze na parę dni. Potem parę dni pochodzę swobodnie po okolicy i gdzieś w przyszłym tygodniu będę stąd ruszał. (...) Ale kto tam wie, co będzie za dwa tygodnie. Nie sięgam tak daleko w przyszłość. Ja jutra sobie nie mogę wyobrazić. Ja żyję.
     Pisze do Ciebie takie rzeczy, bo wiem, że Ty mnie rozumiesz i czujesz(...). A że tak rzadko piszę, to dlatego, że nie starczy mi sił na wszystko. Na to, na to, na tamto i jeszcze na to i jeszcze na tamto. 
     Piszę do Ciebie również nie dlatego, że szukam pomocy czy pocieszenia. Ty wiesz, że tak daleko jak zapędziłem się, nikt pomóc raczej nie może. To jest sprawa między mną a mgłą (...)
     Napisz jak chcesz. Gdzieś do połowy przyszlego tygodnia jeszcze tu będę. Trzymaj się. Jeśli ciężko Ci będzie pisać, to nie pisz. Wyjrzyj za onko. Wystarczy.
                                                                                                                              Ściskam Cię Sted*.
                                                                                                                         

*List Edwarda Stachury do Wacława Tkaczuka, który ukazał się w 10 numerze Filipinki w 1982 roku.
Zdjęcie bardzo grochowickie i bardzo stachuriadowe...bo właśnie z Grochowic i ze Stachuriady.
Po tygodniowym pobycie wracam.
Do zobaczenia za rok.