czwartek, 18 sierpnia 2011

Wolsztynówki-Dojcówki : ssie czy dmie?

Ulica Rzeczna w Wolsztynie. I Dojca z mostkiem.

wtorek, 16 sierpnia 2011

Wolsztynówki-bocznicówki : (u)stawiam na...Tolka Banana

Wolsztyn, ulica Dworcowa, bocznica kolejowa.

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Sierpniowe spotkania

Muzeum Regionalne w Wolsztynie w dniu 14 sierpnia br., zaproponowało spotkanie na skansenie, mieszczącym się przy ulicy Bohaterów Bielnika 26 w Wolsztynie oczywiście. Pogoda sierpniowa nad wyraz dopisała. Impreza niekoniecznie reklamowana, przyciągnęła sporo luda, mówiącego po polsku, francusku, angielsku a przede wszystkim poznańsku. Wejściówka kosztowała całego franka, czyli 4 złote. Dzieci wstęp miały wolny, bo dzieciom to wypada folgować. Zwłaszcza w temacie ukochania przeszłości. Przy wejściu, bez lipy, każdy otrzymał bilecik, kartę z sierpniowymi przysłowiami jak i gminną miesięczną gazetkę. Lubię bardzo to miejsce. 
Można było pomłócić cepem, pogadać z ojcem pszczół, wypić piwko, 
wyprać spoconą koszulkę a nawet majty, 
pokuć żelazo póki gorące, wypić piwko, 
potkać na krośnie, 
porozmawiać o wiatrakach, 
upiec chlebuś, zjeść pajdę upieczonego chlebusia ze smalcem i ogórkiem (kiszonym), 
posłuchać Dubhajagi, 
posztrykować, 
usiąść pod brzózką, 
nakarmić kozę, 
wypić piwko, pobeczeć  i pomeczeć, wypleść koszyk z wikliny i uprząść nić z beee albo meee. W ogóle można było wszystko, nawet wsiąść może nie do pociągu ale na rower (pod warunkiem, że się wcześniej nie wypiło piwka) -
w wielce radosnej, ciepłej, rodzinnej i swojskiej atmosferze. 
Na koniec można było bocianów sierpniowe spotkanie dojrzeć, sejmikiem zwane, nad kępą chorzemińską zwołane i ku stacji w Tuchorzy umykające.
 Cóż! Taka kolej losu. Lata dobiega koniec. Jednak cieszyć się trzeba, gdyż jak to u nas na wsi mówią : "lepsze jedno lato niż dwie zimy".

niedziela, 14 sierpnia 2011

o Miss Parowozów wyborach (w marcinowych kolorach)

W dniu wczorajszym 13 sierpnia br., w Wolsztynie odbyły się po raz ósmy wybory Miss Świata Parowozów, imprezie jedynej w swoim rodzaju, tak jak na Wolsztyn przypadło. W miejsce ich organizacji, to jest bocznicy kolejowej, mieszczącej się przy ulicy Dworcowej, udałem się niespiesznym krokiem jakoś po godzinie 19:00, myśląc, że już "pozamiatane", że "miska" już zasiadła na tronie. Ta cykliczna impreza nie leży w bezpośrednim kręgu moich zainteresowań. Ku mojemu zdziwieniu jednak, gdy dotarłem do celu, wybory właśnie się rozpoczęły.
Bodajże czternaście dziewczyn z całej Polski weszło na postawioną na ten cel estradę, po czym oficjalnie otworzył ją Milowicz aktor, imienia nie pamiętam, (kojarzę go z charakterystycznych wygoleń brody i wąsów a może tylko brody, nieistotne).
Czas rozpoczęcia wyborów zbiegł się z zachodem słońca co wzbudziło we mnie o wiele większe zainteresowanie niż. Chociaż tak do końca nie jestem tego pewny.
Tuż za sceną postawiono namiot nieszczelny, gdzie piękności przebierały się w przeróżne wdzianka a za nim stał samochód, koloru czarnego, stanowiący przebieralnię konferansjera Milowicza. 
Publiczności z minuty na minutę przybywało tak jak komarów, które ostatecznie wygrały ze mną walkę do tego stopnia, że do dziś nie wiem kto wygrał, czy ktoś przegrał i jaką zdobył nagrodę zwycięzca.
Jedno jest pewne. Składam ukłony Arturowi Skorupińskiemu za to co robi, bo to wszak dla dobra, sławy i reklamy jego ale i mojego "magicznego miasta". Wolsztyna.

   

sobota, 13 sierpnia 2011

Magnesowanie wody

"...Potem wstałem i wyszedłem. I poszedłem nad kanał, nad którym jeszcze cztery dni temu byliśmy.
Dlaczego minęły te cztery dni? Tak jak nigdy nie kłamię, dałbym czterysta innych dni za to, by tych czterech nie było. Byśmy jak cztery dni temu stali nad kanałem: Ty przy mnie, ja przy Tobie. Gdzie jesteś? Patrzyłem na wodę, która przepływała blisko, dwa metry pode mną przepływała woda,
która wzmogła jeszcze mój ból wielki i gniew mój wielki. Dlaczego przepłynęły te cztery dni?
I stałem tak, patrząc na wodę, ale nic mnie nie tknęło. A nie wiem, co uczyniłbym, gdyby mnie coś tknęło, wtedy, kiedy tak patrzyłem na wodę, która była blisko, tuż, i która mnie nawet magnesowała do siebie...".
Śluza w Adamowie, nad Jeziorem Berzyńskim.

czwartek, 11 sierpnia 2011

Gdzie byliście o tej porze?

Ej królewiczu! Ejże ty! Królewno! Posłuchajcie mnie uważnie! Obydwoje! Wytężcie swoje zmysły. Nastroszcie uszy! Przymknijcie usta na cyk zegara. Na długość oddechu...
Gdzie wy byliście, gdy niebo zmieniło się w piekło a piekło w jeszcze większą piekielną noc? Gdzie byłeś królewiczu o tamtej porze? Czy szukałeś przyjaciół za niebieskim szkłem? Czy szukałeś zapomnienia w kokainowym podmuchu? Czy nabywałeś pewności u proteinowej siostry? Spacerując z pit bullem czy innym rottweilerem?
A ty królewno? Gdzie ty w ogóle wtedy byłaś? Królewicz wie gdzie był. Ja się pytałem o to jego. Nie wiem gdzie był. Dopytywałem się jego w miły sposób. Ale ty? Co mam myśleć o tobie? Co mam domniemywać? Czy królewicz okiełznał ciebie i wyssał ostatnie pokłady wolności...
Gdzie byłaś zatem królewno, gdy wiatr rósł z sekundy na sekundę? Gdy krople deszczu rosły z mikrometra na micentometr. Gdy słońce umarło za brunatną chmurą w mgnieniu moich rzęs. Gdzie wy w ogóle wszyscy byliście, gdy woda stojąca, lusterkowo gładka przemieniła się, zamieniła się jak cud kannejski w szalejącą bestię...
Ja nie mam żalu do ciebie i ciebie! I ciebie królewno! I do ciebie królewiczu najpiękniejszy. Nie mam. Nie czuję urazy do nikogo. Stojąc za pionową tablicą, która chroniła mój tułów i nogi powyżej kolan nie widziałem jakiegokolwiek człowieczeństwa w pobliżu. Żadnych dworskich, żołnierskich, swojskich, tutejszych czy zabłąkanych osób. Pomyślałem zatem (już w miejscu suchym i zupełnie bezpiecznym), że szkoda mi. Szkoda, że was tam nie było.
W tym miejscu  o tej porze...
Nadbrzeże Jeziora Wolsztyńskiego w Karpicu. Ósmego sierpnia roku pańskiego 2011 dopadła mnie tutaj burza. A raczej byłem świadkiem jej narodzin, czego każdemu życzę...

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Byłem...

"..Tak więc wirowałem. Inni się zmieniali, ja się nie zmieniałem. Zmieniały się pory dnia, poranek, południe, po nim, wieczór, nocne popołudnie, przedświt dziewiczy, zmieniały się pory dnia, ja się nie zmieniałem. Zmieniała się dekoracja, świeciło słoneczko na niebie szerokim, potem chmury nanosiły się, zaciskając pętlę, deszcz zaczął padać, zapalały się latarnie, deszcz padał, deszcz padał, gasły okna, płonęły latarnie, deszcz padał, deszcz przestawał padać, gasły latarnie, zapalało się słońce, zmieniała się dekoracja, ja się nie zmieniałem. Bo żal. Żal było. Bo chciałem być obecny, chciałem być wszechobecny, chciałem być. I byłem...".


Karpicko, nad Jeziorem Wolsztyńskim.

środa, 3 sierpnia 2011

Herbaty bym się napił, lodów najadł...

Plaża w Pobierowie.
"...Wiatr był od morza. Zimny i ostry. Pędzone chmury to przesłaniały, to odsłaniały mnie przewrotnym oczom błękitu. Po...piasku nagiej plaży cwałował to cień, to słońce niby koń bez jeźdźca. Zrzucony z siodła leżałem pod wydmą, gdzieś tam, w jakimś punkcie koła, daleko od środka, a blisko krawędzi. Kto wie, czym to się może wszytko skończyć? Morskie ptactwo krzyczało. Mewy i obroźne bernikle.
Miałem się podnieść, bo chłodno było jeszcze...ktoś szedł bliskim skrajem morza, klucząc między rozlewającymi się na brzeg falami. Mężczyzna. Nie wstałem. Leżałem dalej czekając, aż przejdzie, i dopiero, bo wolałem nie mieć nikogo za sobą. Czułbym się nieswojo, wiedząc, że ktoś, ktokolwiek za mną. Nie dlatego, że mam coś napisanego na plecach.
Mężczyzna był w płaszczu i ja byłem w płaszczu. Ale on miał jeszcze kapelusz. Kiedy zza chmur wyglądało słońce, mężczyzna zdejmował go, podnosząc w górę twarz. To mi się bardzo podobało. Leżałem. Czekałem, aż przejdzie. Pomyślałem, że wstanę dopiero, kiedy zniknie mi z oczu, bo może i jemu byłoby nieswojo, gdyby wiedział, że ktoś, ktokolwiek za nim. Może i on tego nie lubił. Przechodził. Był teraz na mojej wysokości. Ale stanął. Odwrócił się do mnie i krzyknął:
- Nie wie pan, gdzie tu jest "Solmare"?
- A co to jest? - odkrzyknąłem z wiatrem, unosząc się do pozycji siedzącej.
- Pensjonat czy hotel. Ale jest tam chyba też jakaś kawiarnia.
Jest kawiarnia?
- Powinna być - krzyknął.
Wstałem na nogi i podszedłem do mężczyzny. 
- Gorącej herbaty bym się napił - powiedziałem.
- Właśnie o tym samym myślę - powiedział on - Diabelnie zimno..."
To nie władysławowska willa - pensjonat Solmare, o którym pisał Stachura w "Falując na wietrze". To budynek "lodziarni" Szkolnicki w Pobierowie, przy ul. Grunwaldzkiej 49. Kiedyś zwykła budka, dziś okazały budynek, wyznaczający nieformalny ryneczek, przy zbiegu z ul. Mickiewicza. Jednakże pomimo zmiany architektonicznej na przestrzeni lat, smak lodów pozostał ten sam. Ku uciesze konsumujących.

wtorek, 2 sierpnia 2011

Wolsztynówki-wyjazdówki : po zdrowie w Pobierowie

Plaża w Pobierowie. Okolice wejścia nr 43 w kierunku Łukęcina, znaczy się zachodnim.

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

67 (pytania co do Powstania)

Czy dobra to była droga czy zła? Czy decyzja zapadła w imię czy wbrew? Czy należało wystąpić czy nie wystąpić? Zbrojnie? Czy niezbrojnie? Pójść w lewo czy pójść w prawo? Stanąć w miejscu czy cofnąć się? Pójść do przodu czy do tyłu? Na zachód czy wschód? Czy warto było poświęcić te 200 tysięcy czy poczekać i stracić 400 tysięcy? 
Pytania nurtujące do dziś...bez jednoznacznej odpowiedzi. Uważam, że należy jednak je zadawać.
Ja patrzę w prawo, ty w lewo...ale czy widzimy źle? 
Widzimy to samo...