niedziela, 14 lutego 2010
Na Świętego Walentego
Etykiety:
Plac Partnerstwa Miast,
Wolsztyn,
Zima
Lokalizacja:
Wolsztyn, Polska
sobota, 13 lutego 2010
Cmentarz
...napis brzmi : "ku czci pamięci dzieci poczętych, pomordowanych w majestacie prawa".
Cmentarz parafialny w Wolsztynie, przy ulicy Lipowej.
Etykiety:
cmentarz,
Figury Kapliczki i Krzyże,
Wolsztyn,
Zima
Lokalizacja:
Wolsztyn, Polska
środa, 10 lutego 2010
wtorek, 9 lutego 2010
Los niezłomny
Etykiety:
BW,
Jezioro Wolsztyńskie,
Stachura,
Wolsztyn,
Zima
Lokalizacja:
Wolsztyn, Polska
poniedziałek, 8 lutego 2010
niedziela, 7 lutego 2010
Józef Tomiński
Józef Tomiński - brat mojego dziadka Jana, urodził się 19 lutego 1908 roku w Siedlcu, jako ostatnie dziewiąte dziecko Jana i Marianny z domu Rzepa. Jego siostra bliźniacza Zofia, zmarła niebawem po urodzeniu. Dziadek Jan Tomiński, tak wspominał tamten czas :"...Wielkim Świętem był dzień 2 lutego, Matki Boskiej Gromnicznej. Przede wszystkim matki niosły do kościoła świecę-gromnicę. Podczas nabożeństwa, światło setek świec, rozjaśniało kościół. Po wyjściu z kościoła, ktoś ze starszych płomieniem świecy znaczył krzyż na belce stropu. Nad płomieniem gromnicy, przesuwano końce palców, żeby w życiu nie kradły, nie zabierały cudzego. Gromnica była schowana w komodzie, owinięta w papier albo biały ręcznik, lub chustę. Zapalano ją podczas ciężkiej burzy. Zapalano ją przy konającej małej siostrzyczce Zosi. Umierała mając trzy kwartały. Pozostał jej brat bliźniak - Józef".
W latach 1919-1927, uczęszczał do Klasycznego Gimnazjum Państwowego w Wolsztynie. W czerwcu 1927 roku, uzyskał świadectwo dojrzałości. Następnie podjął studia na Wydziale Rolniczo-Leśnym, Uniwersytetu Poznańskiego, które ukończył w 1933 roku, wraz z kursem pedagogicznym.
W 1934 roku uzyskał uprawnienia nauczyciela przedmiotów zawodowych w szkołach typu rolniczego, na terenie działania Wielkopolskiej Izby Rolniczej. Podjął pracę w Szkole Rolniczej we Wrześni a następnie jako kierownik szkoły w Janowcu koło Żnina. Ożenił się z Cecylią Jaworską. Jesienią 1939 roku wraz z rodziną został wysiedlony do Generalnej Guberni na teren województwa lubelskiego. Znalazł się w trudnych warunkach bytowych. Często zmieniając miejsce zamieszkania, przebywał tam do końca okupacji. Początkowo utrzymywał się z dobrowolnych datków za nielegalne nauczanie miejscowych rolników. Działalność tę, pod osłoną lokalnych struktur Armii Krajowej, prowadził do końca okupacji. Prócz tego, działał w systemach tajnego nauczania obejmującego tereny okupowane. W marcu 1941 roku, został skierowany przez władze niemieckie do przymusowej pracy w urzędach gminnych województwa lubelskiego, jako pomocnik geodety, instruktor rolny, w czym pomocna mu była doskonała znajomość języka niemieckiego.
Po wyzwoleniu, w lutym 1945 roku, wrócił do Wielkopolski i podjął pracę w Wydziale Oświaty Rolniczej - Poznańskiego Urzędu Wojewódzkiego. W 1957 roku przeszedł do szkolnictwa, pełniąc różne funkcje kierownicze w Zespole Szkół Rolniczych, przy ulicy Golęcińskiej 9, w Poznaniu.
W 1970 roku przeszedł na emeryturę. Zmarł 4 listopada 1980 roku w Poznaniu i tam został pochowany. Miał jedną córkę Mirosławę, która wyszła za mąż za Waldemara Uchmana.
Zdjęcia pochodzą ze zbiorów rodzinnych, wykonane w Strzyżewie, najprawdopodobniej na krótko przed II Wojną Światową. Na zdjęciu u samego dołu Cecylia z domu Jaworska-żona Józefa, ze swoim szwagrem a moim dziadkiem Janem Tomińskim i jego córkami Janisławą i Marią-moją mamą.
Część tekstu pochodzi z książki Czesława Olejnika "Wolsztyński słownik biograficzny".
Etykiety:
Archiwum,
BW,
Jan Tomiński,
Józef Tomiński,
Rodzina,
Strzyżewo
Lokalizacja:
Strzyżewo, Polska
sobota, 6 lutego 2010
Chciałem jeszcze miasto oglądać
"...Potem obudziły mi się oczy i zaczęło się to moje drugie rozbiegane patrzenie, ale wszystko było jednakowe, niezmienne, więc musiałem wyjść z knajpy, bo nie wiedziałem, co począć z oczami i ogrzałem się dosyć, i najadłem się też, i chciałem jeszcze miasto oglądać, więc musiałem wyjść z knajpy, która była ziarnem miasta tylko, okiem miasta, jelitem miasta może, ale mimo to jednym z niezliczonych ziaren, ócz, jelit, więc była okruchem tylko. Dlatego wyszedłem, bo to mało. Wsadziłem ręce w gniazdo kieszeni, a głowę w gniazdo między ramionami-konarami moimi, i zacząłem się rozbiegiwać oczami dookoła, a dookoła były domy, kamienice podobające mi się bardzo, nie starożytne, ale dosyć średniowieczne, a przynajmniej po dwieście lat, tak sądzę po cegłach i wzorach, i może nie po zapachu, ale po tym, że wśród takich domów czuję się młody, a przynajmniej nie mam dwustu lat. Jeśli już tak sądzę, to zawsze będę młody, a na pewno będę żył młodo, choć może miałbym zawsze co oglądać i zawsze gdzie iść, nie tylko przez dwieście lat, ale nawet przez dwieście pięć albo pięćset...".
fot. nr 1 - budynek byłej wikliniarni w Wolsztynie. Dziś znajdują w nim siedzibę różne spółki...jawne, ukryte, cywilne...
fot. nr 2 - bar "Pod Ratuszem" w Wolsztynie, przy ulicy Poznańskiej - oko miasta.
fot. nr 2 - bar "Pod Ratuszem" w Wolsztynie, przy ulicy Poznańskiej - oko miasta.
Lokalizacja:
Wolsztyn, Polska
piątek, 5 lutego 2010
A co dopiero
"...Dzisiaj cały dzień szedłem przez tę złą zimę i przez to miasto wielkie bardzo, do którego przyjechałem rano. Przedtem, wczoraj jeszcze, byłem w innym mieście, też wielkim. Długo tam nie byłem, ale trochę byłem. Jakieś dwa tygodnie. Około. Mieszkałem u takiego chłopca-Piotrka. Mieszkał tylko z matką, która wyjechała na wczasy w góry. Będę kiedyś musiał pojechać w góry. Na drugą zimę może. Postaram się skądś o jakieś dobre, ciepłe buty, żebym miał lato w stopach, bo tam jest dużo zimnego śniegu, a jeszcze będę chodził dużo po górach. Przez lato będę kosił trochę po chłopach, to zarobię na takie dobre, ciepłe buty w góry. Ale do drugiej zimy daleko. Do lata jest daleko, a co dopiero...".
Rynek w Wolsztynie.
Rynek w Wolsztynie.
Lokalizacja:
Wolsztyn, Polska
środa, 3 lutego 2010
poniedziałek, 1 lutego 2010
Jeden dzień (powroty)
"... Ale i tak było dosyć zimno. Kiedy skończy się ta przeklęta zima? Przeklęta zima. Dobre lato. Można usiąść gdzieś, na chodniku albo w polu się położyć, wszystko jedno, zamknąć oczy, a słońce dobre, ciepłe opada na powieki, całe lato masz na powiekach, bo lato to jest słońce dobre, ciepłe. Więc leżysz sobie na kamiennej płycie miejskiego cmentarza albo w trawach leżysz między niebem a ziemią, wszystko jedno, i to jest takie w słońcu dobre, ciepłe zamarzanie. Potem, kiedy już się nakochałeś ze słońcem, wstajesz. Idziesz szukać rzeki, wody, w którą wstępujesz powoli albo od razu się rzucasz, ja to od razu się rzucam, pływam długo, a kiedy się zmęczę, przewracam się na plecy i leżę, poruszając lekko nogami, żeby się tylko utrzymać. I to jest takie w wodzie dobre, ciepłe zamarzanie. Tak. Lato jest dobre, a zima nie...".
| Nad Jeziorem Wolsztyńskim w Karpicku. |
Lokalizacja:
Karpicko, Polska
Subskrybuj:
Posty (Atom)












