piątek, 15 stycznia 2010
środa, 13 stycznia 2010
Wolsztyńska kładka (kolejowa)
Ma ze sto lat a raczej nawet więcej...na pewno jest z początku 1900 roku. Zbudowali ją Niemcy, naród niepolski, ale bliski. Polsce. Polakom. Chyba powinienem napisać "bliski" w cudzy. Słowiu. Ale słowia różnie się mają do cudzy. Dajmy na to takie Słubice. To piękne miasto nad rzeką piękną. Osobowości tam mieszkają. Jedyne w swoim rodzaju. Słubice jednak żyją obok. Przy. Tuż, tuż. Nieopodal. Entszuldigenzibytte...
Żyją razem z niemieckim narodem. Tak jak ja. Chodzę pod, po, obok tejże kładki co dzień niemal. Siedem razy w tygodniu. Mijam ją. Mijam niemiecką robotę. Pracę. Uwielbiam tę budowlę, bo jakoś wolsztyńska jest. Stała się moja. Urokliwa i pojedynczo piękna. Osobliwa. Tak jak każdy z nas. Jest osobliwy. Inny. Warty poznania. Poznania? Bardziej warty Słubic niż Poznania. Ale jest. Kładką dla jednego czy drugiego. Każdy z nas. Pomostem łączącym. Piękną tęczą. Otwartym semaforem-ramieniem dla innych. Każdy z nas jest.
Tylko trzeba chcieć.
Tylko trzeba chcieć.
Etykiety:
Kolej,
Poniatowskiego,
Wolsztyn,
Zima
Lokalizacja:
Wolsztyn, Polska
poniedziałek, 11 stycznia 2010
niedziela, 10 stycznia 2010
sobota, 9 stycznia 2010
Szajek
Dziś, tośmy poszli z Fiolką do "miasta" na piechotę. A bo to podobno śnieg padał jak nigdy, a to podobno śnieg napadał jak dotychczas, a (to nie podobno) wczoraj mnie kolega Waldemar (zresztą na moje życzenie) wystrugał w lokalu oranżowym na niejeżdżącego w dniu następnym, a to zima nastała...
Nawet sąsiad powiedział: "trzydzieści lat temu tak było". Nie wiem dlaczego z trzydziestoleciem wyskoczył od razu. Pamiętam zimę sprzed trzydziestu lat. Sprzed czterdziestu dwóch nie pamiętam. A podobno była. Też niezła. Ale ta sprzed trzydziestu lat to była. Job twoju mać. Może sąsiadeczek myślał, że mam ze dwadzieścia na wiatraku. Z dziewiętnaście na liczniku. Może myślał. Sąsiedzi na ogół mało wiedzą...za dużo myślą...
Zatem z moją Fiolką poszlim dziś do miasta na pieszko. Ja oczywiście z torbą nierozłączką.
Nawet sąsiad powiedział: "trzydzieści lat temu tak było". Nie wiem dlaczego z trzydziestoleciem wyskoczył od razu. Pamiętam zimę sprzed trzydziestu lat. Sprzed czterdziestu dwóch nie pamiętam. A podobno była. Też niezła. Ale ta sprzed trzydziestu lat to była. Job twoju mać. Może sąsiadeczek myślał, że mam ze dwadzieścia na wiatraku. Z dziewiętnaście na liczniku. Może myślał. Sąsiedzi na ogół mało wiedzą...za dużo myślą...
Zatem z moją Fiolką poszlim dziś do miasta na pieszko. Ja oczywiście z torbą nierozłączką.
Gdy zakończyliśmy prawie-że zakupy, a moje nogi skierowały się ku nowemu sklepowi na ulicy Wodnej (sklep nazwę ma "Szajek"), mijałem pana (przepraszam) PANA, bo drukowanymi trzeba napisać, który odśnieżał za pomocą ręcznej łopaty śnieżnej, chodnik. I gdym dochodził...do tego "Szajka", to wysunęła się z niego zlekkaopołowę młodsza ode mnie eks. Pedientka. Poznałem ją, bo biały miała fartuszek na sobie. Nie od śniegu. Nie od mąki z chlebka. Biały - firmowy miała. Fartuszek. Z napisem.
Rzekła do owego jegomościa co zasuwał łopatką : "niepotrzebnie Pan odśnieża, i tak zaraz będzie tak samo".
Pan z odśnieżaczem rzekł: "może i tak, ale kultura musi być".
Przeszedłem dalej i wszedłem do nazwanego "Szajka" mając te słowa w bez czapkowym moim łbie. Dokonałem zakupów i dalej myślałem o "kulturze" PANA z łopatą. I kóltuże Pani z "Szajka". Cholera-pomyślałem w końcu stanąwszy na Rynku. Cholera. Jasna k...a, ja p......ę. Jakbym palił, to ze wzburzenia pewnie bym grzmotnął "sporta". Ale nie palę. Woda zawrzała.
Pani powiedziała, bo ślina nie miała co przynieść na język. Z głupia frant. Pan, odpowiedział prawdziwymi , szczerymi słowami...
Pani powiedziała, bo ślina nie miała co przynieść na język. Z głupia frant. Pan, odpowiedział prawdziwymi , szczerymi słowami...
Cholera, pomyślałem po raz któryś. Panny (bo panów w sklepie "Szajek" jako sprzedawców nie ma, nie widziałem bynajmniej), ćwiczyły" chyba z pół roku fach sprzedażny. Nie poszedłbym już po dzisiejszym dniu tamże, gdyby nie jeden z towarów mający bardzo ekstra (niewagancką) cenę.
Pozdrawiam Panie z "Szajka". Pozdrawiam PANA z łopatą. Pozdrawiam śnieg, co wali non stoper. Kultura kiurfa musi być...
Kadr z ulicy Krętej w kierunku Powstańców Wielkopolskich w Wolsztynie z nienazwanej gaski dochodzącej do ulicy Strzeleckiej (zdjęcie pierwsze) i z samej ulicy Krętej w kierunku tym samym.
czwartek, 7 stycznia 2010
środa, 6 stycznia 2010
Park zimą
Etykiety:
Jezioro Wolsztyńskie,
Panorama,
Park,
Wolsztyn,
Zima
Lokalizacja:
Wolsztyn, Polska
niedziela, 3 stycznia 2010
Do sedna. Do tytułu
Dziś idąc do sklepu "Netto", po niewybredny trunek, myślałem o tym co zapowiedziałem sobie, jako jeden z wielu przy okazji mijającego roku. Myślałem o słowie, które to określa. Stojąc nawet na skrzyżowaniu ulic Komorowskiej i dużej obwodnicy - nie wiem jak ta ulica się nazywa, nosi nazwę, zatem stojąc na tym skrzyżowaniu, nie mogłem sobie jakoś podjąć tego brakującego słowa z pamięci. Przypomnieć, jak to mówią poeci. Wspomnieć, jak mówią marzyciele. Olśniło mnie dopiero, gdy wróciłem w opłotki.
"No co ty nie wiesz...", odpowiedzieli mi bliscy, gdy się zapytałem, jak się mówi na takie "coś", co się na Nowy Rok zamyśla. "Naprawdę nie wiesz...? Marcin? No co ty"? A mnie jak zamurowało. Doprawdy nie mogłem sobie wspomnieć. Może ten mróz co w uszy szczypał mnie niemiło. Siernie sprawił. Może ten mrozik. Bo na mróz to za mało jemu. Za mało na ten zaszczytny tytuł. Ja wiem, komu jakie tytuły. Komu jakie zaszczyty. Wypowiadać...przedstawiać...
Ale do rzeczy. Do sedna. Do tytułu.
Z Nowym Rokiem, prawie każdy ma noworoczne postanowienie. Jeden postanawia to a drugi tamto. Jeden stawia na to co ma blisko a drugi na to co ma daleko. Zależy dla kogo daleko. Zależy po co blisko. Jeden stawia na Tolka a drugi na Banana. Jeden na Stawkę a drugi na Większą niż Życie.
I jam żem zapostanowił na koniec roku, że uczynię co nieco. Że sprawię i poprawię to czego nie udało mi się. Kiedyś. Że zrobię to, bo chcę. Uczynię spokój w swojej głowie między innymi. Normalność dogłaskam. Zawalczę o spokój.
Dlaczego? Dlatego bo Chcę. Bo kcę - jak mówią w nieodległej wiosce. Bo, każdy prawie, na Nowy Rok, zakłada sobie postanowienia.
Z Nowym Rokiem, prawie każdy ma noworoczne postanowienie. Jeden postanawia to a drugi tamto. Jeden stawia na to co ma blisko a drugi na to co ma daleko. Zależy dla kogo daleko. Zależy po co blisko. Jeden stawia na Tolka a drugi na Banana. Jeden na Stawkę a drugi na Większą niż Życie.
I jam żem zapostanowił na koniec roku, że uczynię co nieco. Że sprawię i poprawię to czego nie udało mi się. Kiedyś. Że zrobię to, bo chcę. Uczynię spokój w swojej głowie między innymi. Normalność dogłaskam. Zawalczę o spokój.
Dlaczego? Dlatego bo Chcę. Bo kcę - jak mówią w nieodległej wiosce. Bo, każdy prawie, na Nowy Rok, zakłada sobie postanowienia.
Etykiety:
Jezioro Wolsztyńskie,
Tumidaj,
Wolsztyn,
Zima
Lokalizacja:
Wolsztyn, Polska
sobota, 2 stycznia 2010
piątek, 1 stycznia 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)












